niedziela, 5 marca 2017

Nie nadążam za biegnącym czasem...

Oglądam się za siebie i nie mogę się nadziwić, ale jak to? Przecież dopiero co Ola świętowała swój pierwszy roczek, a za sobą właśnie ma już 2 urodziny. Przecież dopiero "kilka dni temu" robiłam test, a wczoraj zaczęłam już 34 tydzień ciąży. W głowie mi się to nie mieści... i szczerze powiedziawszy płakać mi się chce, że ten czas tak szybko pędzi...

Moja dziewczynka mi dorasta! Nie jest już malutkim niemowlakiem, nie jest już nawet roczniakiem, to bardzo mądry, rezolutny, bystry i nadal "twardo stąpający po ziemi" już 2 latek. Dorosła nam ta nasza dziewczynka. Potrafimy się już bardzo ładnie porozumiewać, choć jeszcze nie mówi jakoś super w porównaniu do innych dzieci, jednak z dnia, na dzień robi ogromne postępy. Udało nam się przed 2 urodzinami odpieluchować (z wyjątkiem nocy, bo w nocy jeszcze lubi się napić i nie kontroluje sikania), wszystkie butelki ze smoczkiem zabrały myszki, no i coraz częściej przesypia całe noce. Niestety zmagamy się z lekką anemią, codziennie musimy podawać jej żelazo, wyniki hemoglobiny są troszkę poniżej normy, a nasza panna mięsa nie ruszy, ryb, nie ruszy, z warzywami to bywa różnie... najchętniej jadłaby makaron, zupy, itp. Trzeba nieźle kombinować i główkować jak jej to wszystko przemycać i czasem się uda, a czasem niestety nie. Na szczęście rozwija się bardzo dobrze, ogólnie bardzo dużo się rusza, więc stąd też może należy do tych drobniejszych dzieci. Na bilansie 2 latka kilka dni temu ważyła 11,6kg i miała 87cm wzrostu. Jest wszędzie, nadal przy niej trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo trzymają się jej głupkowate pomysły. Ot, taki z niej nasz mały Zbój :)


A ja? Czuję się rewelacyjnie. Wczoraj zaczęłam 34tc, już coraz mniej dni zostało do porodu. Tak właściwie to już się coraz mniej martwię, że gdyby nie daj Boże coś, mój maluch powinien sobie dobrze poradzić poza moich brzuszkiem. Póki co jeszcze sporo się ruszam, chodzę z Olą na różne zajęcia, spacerujemy, brzuch choć troszkę większy niż w ciąży z Olą, to i tak niewielki, więc jeszcze nie ciąży, kręgosłup nie boli, także... no cóż... tylko w ciąży mi chodzić :) Jestem bardzo szczęśliwa, że kolejny raz mam taką udaną i szczęśliwą ciążę. Byłam pewna, że za drugim razem może być ciężej, bo wiadomo, Olę trzeba czasem podnieść, dźwignąć jak jesteśmy same, to też bałam się, że znowu zacznie mi się szybciej skracać szyjka, tak jak z Olą, a tu nic... Zero plamień, szyjka długa i zamknięta, bóle podbrzusza są ale to normalne i jakoś mi bardzo nie doskwierają... także ekstra!


A Zosia? O rety, całkowite przeciwieństwo Oli. Jest mega ruchliwa. Na szczęście bardzo łaskawa, bo rozciąganie w brzuchu i kopniaki nie są bolesne, w sumie to nawet lubię jak się wierci i ciągle daje o sobie znać... Dzięki temu nie muszę się zastanawiać, tak jak z Olą "O Boże, czy ona się dzisiaj ruszała???", ileż to razy zbierałam się już na IP. Tym razem nie muszę się martwić, ani stresować... Wystarczy, że pomyślę o niej, a ona daje znak. Ciekawa jestem jaka będzie, gdy się urodzi, czy będzie miała podobny charakter do Oli, czy całkiem przeciwny... :) Ola również dużo o Zosi mówi. Cieszę się, że jest świadoma tego, że niedługo pojawi się w domu malutki człowieczek, że będzie płakał, że będzie potrzebował więcej uwagi, trzeba go będzie dużo przytulać, karmić, przebierać, kąpać... Ola ciągle powtarza, że będzie we wszystkim pomagać... Codziennie rozmawiamy z nią o Zosi, dużo tłumaczymy, czytamy książeczkę. Jednak tak naprawdę to nie jestem pewna, czy zdaje sobie do końca sprawę, co ją czeka. W każdym razie wierzę, że akceptacja nowego człowieczka w naszej rodzinie przebiegnie nad wyraz dobrze :)