niedziela, 30 sierpnia 2015

Kolejne postępy.

W piątek Oleńka po raz pierwszy usiadła sama w wózku z pozycji leżącej. Oczywiście jak ze wszystkimi nowymi umiejętnościami, tak również i z tą... jak tylko usiadła raz, to już ciągle zaczęła to powtarzać. Obecnie nie ma szans, żeby uleżała spokojnie w wózku.

Spacery obecnie nabrały dla nas nowego wymiaru. Uparta jest i już nie poleży skoro może siedzieć. Zakończyło się marudzenie, jak ręką odjął. Dzisiejszy spacer praktycznie cały przejechała na siedząco. Troszkę miałam obawy i opory żeby tak siedziała... ale skoro sama usiadła i nieźle sobie radzi, to czemu mam ją na siłę kłaść i "cofać" w rozwoju. Mam nadzieję, że jej nie zaszkodzę, przecież to oczywiste, że chcę dla niej jak najlepiej... nawet jakby miała marudzić :)


Tak więc pełza już zprędkością światła, siedzi w wózku... ciekawe co będzie następne? A zmienia się niesamowicie...To już nie dzidziuś, a fajna, mała dziewczynka :)

piątek, 28 sierpnia 2015

Spotkanie z morzem...

To miała być piękna, niezapomniana podróż poślubna do ciepłych krajów ale (dzięki Bogu!)... pojawiła się Ola w brzuszku. Nie chciałam ryzykować i wolałam spędzić wakacje nad polskim morzem... Tak było rok temu.


Rok temu Ola była w brzuszku i przez niego przysłuchiwała się szumowi morza i skrzeczącym mewom. W tym roku osobiście wybrała się na spotkanie z morzem. Jaka była jej reakcja? Chyba niezbyt wielkie wrażenie wywarło na niej morze... Ogólnie cieszyła się fikała rączkami i nóżkami podczas spacerów wzdłuż plaży, ale to zapewne na widok wody, w której uwielbia się pluskać :) Bardzo interesujący okazał się również piasek, bo jakże by inaczej? Był wszędzie... na rączkach, na nóżkach, we włoskach, na brzuszku, a nawet i w pampersie :D Oleńka zaliczyła również na pożegnanie pierwsze pluskanie w morskiej wodzie :) W obawie przed zwiększonym ryzykiem zakażenia dróg moczowych, na czas pobytu nad morzem podawałam jej wit. C doraźnie.


Niewątpliwie były to jedne z naszych najlepszych wakacji w życiu. Nie tylko dlatego, że spędzone z Oleńką po drugiej stronie brzuszka, ale również dlatego, że spędzone były w szerszym gronie znajomych i dzieci. Fajnie jest spędzić rodzinne wakacje, pobyć sam na sam z dzieckiem, odpocząć, zrelaksować się... ale gdy jeszcze do tego towarzyszą nam znajomi to już w ogóle uważam, że jest rewelacyjnie.


Poranne wygibasy, całusy i przytulańce w łóżku, potem wspólne śniadanka z sąsiadami w jadalni, ogarnianie pokoju i wypad na plażę. Wspólne plażowanie, spacery brzegiem morza, pstrykanie zdjęć, zabawy dzieciaczków, rozmowy. żarty. Wypady na obiad... oj ciężko było znaleźć dobrą knajpkę dla 8 osób i 4 wózków, ale na szczęście prędzej czy później zawsze nam się udawało :) Zabawne powroty do pensjonatu, kąpanie i usypanie dzieci, a potem grillowanie do późnych godzin, gry, zabawy, dowcipy... śmiechu było co nie miara! I wreszcie upragniony sen, by nazajutrz powitać nowy dzień :)


Oleńce ewidentnie nie służyło spanie w łóżeczku turystycznym. Wybudzała się, płakała, była niespokojna... Tak więc po trzech nocach wylądowała w naszym łóżku i spała z nami. Było mi to bardzo na rękę, ponieważ gdy się przebudzała, dawałam jej cycusia i zasypiałam, a ona jak się obsłużyła również spokojnie zasypiała przytulona do mnie. Dzięki temu spaliśmy do 8:00-9:00 :)


Wyjazd był naprawdę bardzo, bardzo udany! Nieustannie przeglądamy zdjęcia, uśmiechamy się i wspominamy. Wszyscy wspólnie orzekli, że było świetnie i koniecznie trzeba taki wyjazd powtórzyć. Kolejny w planach jest wrześniowy weekend w Toruniu :)

sobota, 22 sierpnia 2015

Pół roku za nami.

Niesamowite! Jak to możliwe? Dopiero co krzyczała, taka cieplutka i golutka w moich ramionach, a teraz tak szczerze i świadomie uśmiecha się na każde wypowiedziane przez nas słowo :)

Tak mi szkoda tego przemijającego czasu... Oczywiście każdy etap w jej życiu, każdy mijany miesiąc jest wyjątkowy, ale mimo wszystko żałuję, że nie jest już taka malutka, że tak szybko rośnie. Czasem chciałabym cofnąć czas i potulić tą małą Kropeczkę w swoich ramionach... teraz już nie koniecznie chce się tak tulić i być noszona jak noworodek... ale za to już świadomie potrafi położyć się na boczku, wyciągnąć rączki i wtulić się we mnie przy zasypianiu... Cudowne uczucie :)

Co nam przyniósł 6 miesiąc? Ledwo się zaczął, a Ola wreszcie opanowała przewracanie się z brzuszka na plecki. Udało jej się raz i potem już końca nie było widać. Teraz już turla się po łóżku, po podłodze, w łóżeczku i wszędzie gdzie się da :)

Zaliczyliśmy wizytę kontrolną u ortopedy. Pan dr był zachwycony tym, jak silna jest nasza dziewczynka. Dźwiga głowę niesamowicie (nw spacerze potrafi cały czas jechać z uniesioną główką) i w dalszym ciągu ćwiczy mięśnie brzuszka, wystarczy podać jej ręce, a ona od razu siada... W wózku, z pozycji półleżącej też potrafi zaprzeć się nóżkami o pałąk i usiąść, tak samo siada w leżaczku zapierając się o boki... Ciekawa jestem, kiedy sama zacznie siadać, bez pomocy? :)

Podnosi się ładnie na rączkach i unosi pupcię do góry, ale jeszcze nie raczkuje, czasem śmiesznie buja się na czworaka. Na razie pełza po troszku do przodu i przemieszcza się do tyłu jak raczek. Mimo wszystko zawsze dotrze tam, gdzie chce, taka z niej spryciula, a zabawki ssą dla niej najlepszą przynętą :)

Stan uzębienia zerowy. Przestała się ślinić już dawno i tak samo wkładać rączki do buźki... bo przecież zabawki i wszystko inne jest lepsze. Jeśli odziedziczy wychodzenie ząbków po mnie, to pojawią się one dość późno. Nie narzekam jednak... mogę jeszcze do woli, póki ich nie ma, cieszyć się jej cudnym, bezzębnym uśmiechem :)

Poznała już smak ziemniaczka, cukinii, marchewki, kukurydzy, kalarepki, jabłuszka, gruszki i moreli. W dalszym ciągu nie chce pić wody, wiec w te ogromne upały dostawała herbatkę z HiPPa z soczkiem jabłkowym. Chętnie otwiera buźkę i je oraz poznaje nowe smaki.

Jak zwykle dużo się uśmiecha i powtarza w kółko ta-ta, da-da i gada po swojemu. Przesypia ładnie noce, budzi sie 5:30-6:00 zje i idzie jeszcze dalej spać.

Z okazji pół roczku Oli poprosiliśmy Jadzię żeby zrobiła nam rodzinną sesję zdjęciową. Będziemy mieć wspaniałą pamiątkę i chciałabym żeby była to taka nasza tradycja co jakiś czas... :)

sobota, 15 sierpnia 2015

Pełen relaks

Wraz z rodzicami i Olą zrobiliśmy sobie dwudniową wycieczkę na Śląsk do mojej mamy chrzestnej. Niestety mąż nie mógł nam towarzyszyć, bo w piątek musiał pracować :(

Ciocia mieszka na obrzeżach Rybnika, przy samym lesie. Ma duży dom z ogromnym ogrodem, na którym nie brakuje atrakcji. Jest duży basen do pływania, trampolina, zestaw wypoczynkowy, mnóstwo zieleni, drzew i hamak, a także las do spacerowania.


Chyba nie muszę pisać, że przez te dwa dni wypoczęłam i zrelaksowałam się na maksa? :) W sumie to byłam Oli potrzebna tylko po to, by ją nakarmić :) Ciocia z kuzynką i jej rodzinką były oczarowane Oleńką. Bałam się, że na początku może płakać na ich widok, ale gdzie tam… poszła od razu na ręce i szczerzyła ten swój bezzębny uśmiech na prawo i lewo. Dzisiaj w kościele nawet zaczepiała stojącego za nami jakiegoś dziadzia. Została wycałowana i wynoszona do ostatnich chwil :)

W ogóle ostatnio została rozpieszczona przez moją mamę i męża i ciągle domaga się noszenia na rękach… Jak tylko ktoś do niej się zbliża, od razu wyciąga ręce do góry. Nasz ostatni wieczorny spacer przed wyjazdem skończył się w chuście, bo znowu była awanturka w wózku. Była nawet znośna, ale stwierdziłam, że wezmę ją w chustę… ledwo kawałek uszliśmy z mężem, a ona zasnęła.

Urodzona z niej podróżniczka. Ledwo wyjechaliśmy z osiedla i z powrotem od cioci, a ona już spała. W pierwszą drogę zrobiliśmy jeden postój, a w drugą udało nam się przejechać 4,5h bez przystanku.


Mam nadzieję, że podróż nad morze również tak dobrze zniesie. We wtorek ze znajomymi wyjeżdżamy na nasze pierwsze wspólne wakacje. Listy końca nie ma i ciągle się coś dopisuje… tato śmieje się, że będziemy musieli wziąć przyczepkę. Ola po raz pierwszy zobaczy morze… Rok temu jak byliśmy, to pływała w brzuszku i mogła jedynie posłuchać jego szumu. Tam też będzie obchodzić swoje pierwsze pół roczku.

A dziś, po raz pierwszy usłyszeliśmy, jak Oleńka kilka razy mówi TATA. Pewnie tak się za nim stęskniła, że postanowiła zrobić mu prezent. Wiem, że jest to jeszcze wypowiedziane nieświadomie, zresztą tak samo jak MAMA, ale mimo wszystko brzmi uroczo :)

Nie ma to jak w swoim łóżeczku... :)

piątek, 7 sierpnia 2015

Jeszcze niedawno wszystkie były takie malutkie...

Kubuś 4-ro miesięczniak, niezbyt chętnie leżący w gondoli, bardzo ciekawy świata, dający się uspokoić jedynie nagranym na komórce dźwiękiem odkurzacza. Teraz jeżdżący w wypasionej spacerówce przodem do otaczającego go świata, zasypiający przy ulubionej kołysance. 

Julcia maluśki kurczaczek, niknący w wielkiej gondoli Jedo'wego wózka. Aż trudno było uwierzyć, że jest tylko 5 dni młodsza od Oli. Obecnie już nie kurczaczek, z jej wizytówką - uśmiechem od ucha do ucha rozweselającym nawet największego ponuraka.

Zuzia i jej piskliwy głosik, a w towarzystwie cichutka i spokojniutka. To właśnie ona z Julką zapoczątkowała wspólne spacery, w plastikowych "gondolkach" po szpitalnym korytarzu. Obecnie taka najbardziej dziewczęca, często w sukienusiach i opaskach, dalej cichutka i spokojniutka w towarzystwie, taka niepozorna, a jednak... :)

I Ola. Niegdyś najspokojniejsza, najcichsza, wiecznie śpiąca, z czarną czupryną na głowie, po której nie ma już ani śladu, obecnie coraz bardziej pokazująca swoje różki i dająca o sobie znać. 

I tak leżały te nasze malutkie nieboraczki na tych matach, leżały i patrzyły się w ściany, oglądały się po sobie, nieświadomie muskały rączkami i nóżkami, słuchały naszych głosów, podczas gdy my - mamusie zacięcie objaśniałyśmy ilość w ciągu dnia zrobionych kupek, częstotliwość karmień, ale i nie tylko... było też mnóstwo innych, ciekawych tematów, nie dajmy się przecież zwariować.

Nastał piękny czas... dziewczynki zaczęły się obracać najpierw na boczki, potem na brzuszki i na plecki, coraz śmielej patrząc po sobie i uśmiechając się. Na początku każdy "przychodził" ze swoimi zabawkami i nimi się bawił, teraz oczywiście najciekawsze zabawki są te nie swoje. Wspólne zabawy, obroty, pełzanie, łapanie za nóżki, rączki, kosztowanie siebie nawzajem, głośne śmiechy i "rozmowy", a wśród nich ten nasz kochany najstarszy rodzynek zasuwający z prędkością światła, z najszczerszym uśmiechem świata, popiskujący radośnie :)

To wspaniałe uczucie, że nasze dzieci mogą wspólnie spędzać czas, razem się rozwijać i zawierać "przyjaźnie". Ciekawe czy te przyjaźnie zaowocują i przetrwają późniejsze lata? :)

czwartek, 6 sierpnia 2015

Spacerówka

Już jakiś czas temu przymierzałam się do kupienia spacerówki z racji naszego zaplanowanego wyjazdu nad morze. Ponownie miałam wielki dylemat, jak z pierwszym naszym wózkiem.

Początkowo brałam pod uwagę wózek Cybex Onyx i Peg Perego Pliko Mini. Pojechaliśmy więc do sklepu, tym razem z Olą, bo jako główny pasażer, musiała wózki poprzymierzać. Ja, jak to ja... jak zawsze muszę pooglądać, podotykać, porównać, itd. 

Zdecydowałam się na Cybexa ale... przed naszym wyjściem, sprzedawca zaproponował nam jeszcze jeden wózek. Jak tylko go ujrzałam, od razu stwierdziłam... tak, to ten... a gdy zobaczyłam jego funkcje, nie miałam już żadnych wątpliwości.

Zdecydowałam się na wózek Baby Jogger City Mini ZIP. Dlaczego?
- jest lekki (7,3kg)
- można w nim wozić dzieci do 25kg
- zajmuje bardzo mało miejsca (mniej niż standardowa parasolka), a tym samym mieści się w każdym! samochodzie i pozostawia jeszcze sporo wolnego miejsca (na wyjazdy idealny!)
- bardzo łatwo składa się i rozkłada
- posiada regulację podnóżka
- ma obszerne siedzisko
- oparcie można regulować, w tym również dać na płasko (przy jeszcze nie siedzącej Oli było to dla mnie bardzo ważne)
- bardzo lekko się prowadzi i podbija, jest mega zwrotny
- ma obszerną, nieprzemakalną budkę
- pod wózkiem jest łatwo dostępny, dosyć duży kosz

Jak dla mnie zaraz po naszym Baby Design Dotty to kolejny ideał. Ale... jak każdy wózek, posiada również minusy:
- brak amortyzacji, nad czym bardzo ubolewam, bo komfort jazdy z naszym Dottym jest nieporównywalny (Dotty ma amortyzację i na spacery jest niezastąpiony)
- mniejsze kółka, które np. po kostce brukowej troszkę terkoczą... jednak idzie się przyzwyczaić
- drogie dodatki typu pałąk, folia do wózka, itp.
- cena, niestety dość wysoka, ale za jakość i wykonanie tego wózka uważam, że warto!

Ogólnie jak na kilku razowe jak dotąd użytkowanie jestem zadowolona... Jednakże na spacerach i tak prym wiedzie nasz docelowy wózek. ZIP jest rewelacyjny na jakiś wypad na miasto, do lekarza, do koleżanki, czy na wakacje. Niestety z moim niegdyś połamanym kręgosłupem nie mogę pozwolić sobie na dźwiganie czy to Oli w foteliku nawet na krótkie dystanse, czy stelaża Baby Design. Po takich wyczynach mój kręgosłup potem cierpi przez kilka dni. Dlatego ZIP okazał się w moim przypadku ogromnym udogodnieniem. Jeździ sobie w bagażniku naszego samochodu. Na parkingu wypinam Olę z fotelika, kładę do wózka i mogę śmigać wszędzie. 

Choć teraz tak się zastanawiam, czy jednak nad morze nie wziąć naszej niezawodnej kolumbryny.?Będziemy mieszkać przy lasku, blisko plaży, więc na pewno będziemy w tych okolicach dużo spacerować i podejrzewam, że Dotty jednak byłby lepszy. Może jakoś się pomieścimy...? Nie chcę narażać główki Oleńki na duże wstrząsy. Gdy troszkę podrośnie i zacznie już siedzieć, ZIP będzie wtedy na pewno niezastąpiony na wyjazdy :)