niedziela, 29 marca 2015

5 tygodni :)

Mam już 5 tygodni i robię się coraz większą i silniejszą dziewczynką.
Uwielbiam spacerki z mamusią i z tatusiem... smaczniej po nich mi się śpi.
Ostatnio zrobiłam rodzicom psikusa i pobiłam swój rekord w spaniu. Mama znowu musiała odciągać pokarm z cycusiów i zamrozić w lodówce.
Jestem bardzo grzeczna, póki co jeszcze niewiele rzeczy mnie interesuje. Jestem okropnym śpioszkiem (mam to chyba po mamusi) i często po jedzonku po prostu zasypiam. Czasem zdarzy mi się porozglądać i "porozmawiać" z rodzicami, czasem też powysyłam im trochę uśmieszków, niech mają radochę... ale potem i tak stwierdzam, że wolę iść spać :)
Uwielbiam towarzystwo. Ostatnio rodzice mieli gości, nie chciałam leżeć sama w łóżeczku, więc mamusia położyła mnie w leżaczku w salonie i grzecznie sobie spałam w towarzystwie.
Nadal śpię z rodzicami i bardzo to lubię, choć mamusi coraz częściej zdarza się mnie odkładać do łóżeczka. Dzisiaj na przykład przespałam w swoim łóżeczku całą noc, mamusia przygarnęła mnie do siebie o 6 rano, bo uwielbiamy wszyscy poranne przytulańce :)
Od 2 tygodni, co tydzień chodzę z rodzicami do kościółka, ale niewiele jeszcze z mszy rozumiem, bo w większości je przesypiam... lubię jak ludzie śpiewają i głośno modlą się. Do kościółka mamy pół godzinki drogi, więc zawsze przy okazji zaliczamy wspólny spacerek. 
Uwielbiam również spać u babci w łóżku, babcia dużo do mnie mówi i śpiewa mi bardzo dużo fajnych piosenek... fajna ta moja babcia! :)
A tymczasem właśnie tatuś mnie wykąpał, mamusia nakarmiła i zgadnijcie co robię...? 
Smacznie sobie śpię! ;)

piątek, 27 marca 2015

Wiosna...

Czekałam na nią z utęsknieniem...
Wyczekiwałam pierwszych ciepłych, wiosennych dni, kiedy będzie można grube kurtki zamienić na te cienkie i na nogi włożyć adidasy.
Dziś od samego rana pogoda była cudna!
Zamieniłyśmy nawet olinkowy kombinezonik na dresik i spodenki, włożyłyśmy cienką czapeczkę, obniżyłyśmy też budę, co by Ola mogła zaczerpnąć mnóstwo świeżego powietrza i witaminki D. 
Udało nam się również poznać kilka osiedlowych koleżanek, więc teraz spacery stały się jeszcze bardziej przyjemne, nie samotne, choć i te samotne też lubimy od czasu, do czasu :)
Bardzo lubimy nasz park i choć znamy już prawie wszystkie ścieżki, na spacerach nie nudzimy się, a do odwiedzenia mamy jeszcze kilka innych w okolicy... :)


Dzisiejszy spacer rozpoczął się rewelacyjnie. Słońce przypiekało, z dziewczynami super się rozmawiało... ale pod koniec niestety złapał nas deszcz i musiałyśmy uciekać. Ktoś z boku zapewne niezły ubaw z nas miał :D Na szczęście udało nam się 1,5h pospacerować, a że Ola nadal śpi (no bo przecież to jest śpioch mój mały), to wystawiłam Ją jeszcze na balkon :)

środa, 25 marca 2015

Hity naszej wyprawki

Gdy byłam w ciąży bardzo lubiłam czytać na blogach notki z cyklu hity i kity wyprawki... dzięki temu weryfikowałam te wpisy ze swoją listą wyprawkową... wedle uznania dopisywałam i skreślałam różne rzeczy, aż w końcu dopięłam swoją listę na ostatni guzik.
Starałam się sporządzić listę bardzo racjonalnie, nie chciałam kupować nic na zaś, co mogłoby się nie przydać, kupiłam to, co według mnie było niezbędne na pierwsze dni, tygodnie, miesiące życia... :)

A oto hity, które sprawdziły się u mnie:

Poduszka do karmienia Motherhood. Zwlekałam z jej zakupem bardzo długo. Stwierdziłam, po co mi taka poduszka, przecież zwykły "jasiek" też na pewno będzie dobry. Uznałam, że jeśli będzie trzeba, to kupię po porodzie, bo nie wiadomo, czy będę karmić piersią, czy się przyda, itd. Jednak pod wpływem impulsu i okazji, bo była w promocji, stwierdziłam, że jednak ją zamówię i nie żałuję. Jest rewelacyjna, niesamowicie ułatwia karmienie, nie żałuję, że ją zakupiłam, zwykły "jasiek" nie byłby tak rewelacyjny... :)


Jeśli już przy karmieniu jesteśmy, to niewątpliwie baaardzo przydatny okazał się również biustonosz Canpol Babies. Jest miękki, bardzo wygodny, nie posiada fiszbin i mogę śmiało zakładać go również na noc. Na początku nie nosiłam stanika, ponieważ przez pierwsze 3 dni nie miałam za bardzo pokarmu, miałam pogryzione brodawki, starałam się je wietrzyć jak najczęściej... Jednak po nocy w 4 dobie, kiedy moją koszulę zalało mleko, stwierdziłam że najwyższy czas założyć biustonosz. Jeśli o biustonoszach mowa, to wkrótce mam zamiar zainwestować jeszcze w piękny biustonosz z fiszbinami i koronką z Alles :)


Lanolina oraz wkładki laktacycje Lansinoh. Zarówno lanolinę, jak i wkładki dostałam od koleżanki, która pomogła przyjść na świat naszej Córci. Lanolina pomogła mi, gdy miałam obolałe i poranione brodawki... w połączeniu z wietrzeniem i smarowaniem brodawek własnym mlekiem, udało mi się doprowadzić je szybko do normalnego stanu. Wkładki z kolei są duże, cienkie, chłonne, ładnie chowają się i nie odkształcają w biustonoszu, jak większość innych, które miałam i testowałam.


Laktator elektryczny Medela Electric Mini. Jeśli chodzi o laktatory, brałam pod uwagę tylko te elektryczne, z ręcznym absolutnie nie chciałoby mi się bawić. Na szczęście miałam możliwość pożyczyć laktator od koleżanki. Uratował moje piersi w 3 dobie i ratuje po dziś dzień, kiedy Oli zdarza się przespać nawet 5h ciągiem, a mnie piersi eksplodują. Czasem też robię zapasy i mrożę pokarm, w razie gdyby był potrzebny, jak Ola zostaje z moja mamą, czy mężem. 


Smoczek NUK, najprostszy, jeden z najtańszych... wygrał ze smoczkami Chicco, Lovi i Nuby. Ola ma niesamowity odruch ssania. Zarówno w ciągu dnia jak i po najedzeniu się, lubi pociumkać sobie jeszcze smoczka. Na szczęście po jakimś czasie wypluwa go i śpi spokojnie.


Nie sądziłam, że przyjdzie mi z niej tak szybko korzystać... NoseFrida nie raz uratowała malusi noseczek mojej Córeczki i ułatwiała Jej oddychanie. Niestety Ola już w 2 tygodniu dostała katar, zwykła gruszka nie dałaby sobie rady.


Bardzo przydatne okazały się u nas rożki, które uszyłam, a w szczególności ten w minky, ponieważ jest duży i można nim swobodnie owinąć Olę do snu, dzięki temu wiem, że nie rozkopie się w nocy, a przebiera nóżkami niesamowicie :)


Pieluszki bambusowe również są u nas niezwykle przydatne. Lekkie, a zarazem cieplutkie, lubię nimi otulać Olę.
Pojemniczki zawieszane na łóżeczko IKEA. Miałam ich nie kupować, ale mąż stwierdził, że nie są drogie, więc można wziąć. Okazały się niezwykle przydatne! Kosz, który jest na bieżąco opróżniany, wraz z pachnącymi woreczkami służy nam na zużyte pieluszki. W jednym z dwóch mniejszych pojemniczków trzymam duże płatki do przewijania, w drugim są przeróżne kremy i maści, natomiast do większego nalewam bieżącą wodę, aby umyć Oli pupkę.


Śpiworek od Beztroskiej, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Jak tylko go ujrzałam, od razu taki zapragnęłam. Zamówiłam neutralne kolorki, bo jeszcze wtedy nie byliśmy do końca pewni, czy Ola, to Ola... miał pasować do granatowego wózka, jak się później okazało, wózek kupiliśmy inny, a śpiworek wpasował się idealnie z tymi kropeczkami. Jest mięciutki, ciepły i bardzo solidnie wykonany. Dzięki niemu nie muszę już Oli okrywać dodatkowymi kocykami. Zamówiłam jesienny, żeby był idealny w sumie na każdą porę roku :) Kombinezonik wiosenno/jesienny to jeden z nielicznych zakupów wyprawki ubrankowej. Pokusiłam się na niego, bo cena po przecenie była atrakcyjna i jak tylko go zobaczyłam, w głowie od razu zakiełkował obraz, jak spacerujemy wspólnie wczesną wiosną. Długo czekać nie musiałam... teraz przynajmniej wiem, że Ola się nie przegrzewa na spacerkach.

niedziela, 22 marca 2015

Miesiąc

Pamiętam naszą pierwszą wspólną noc tuż po porodzie... jakby to było dosłownie wczoraj. Ona płacząca i ciągle szukająca piersi, ja zmęczona po poprzedniej nieprzespanej nocy, po porodzie, przysypiająca nawet na siedząco, bojąca się przystawić to Maleństwo do piersi, aby Jej krzywdy nie zrobić, gdybym przypadkiem przysnęła... Pamiętam, że odwiedziła nas wtedy koleżanka z położnictwa, kazała mi wygodnie położyć się i przystawiła Ją porządnie do piersi, mówiąc "Śpij, Ona sama się obsłuży, a jak sobie poje to też uśnie." Tak też się stało i nawet nie wiem kiedy, obie zasnęłyśmy i tak spałyśmy przytulone do siebie prawie do rana.

I tak już zostało po dziś dzień... :) Nie rozpaczam z tego powodu. Popełniłam błąd ale jestem przeszczęśliwa, móc mieć Ją obok siebie. W przyszłości jakoś ten problem będziemy musieli rozwiązać, ale na razie się tym nie przejmuję, póki co cieszymy się swoją bliskością, w końcu to takie bezcenne chwile, które niepostrzeżenie umykają...

Pierwszy miesiąc za nami. Mówi się, że ten pierwszy miesiąc bywa najtrudniejszy... Jaki był nasz? Niepowtarzalny i o dziwo bardzo spokojny. Ominęły nas łzy, złości, nieprzespane noce, kryzys póki co dopadł tylko w III dobie. Świetnie z Córką się dogadujemy. Macierzyństwo sprawia mi przeogromną radość i przyjemność. W naszym życiu zaszła ogromna rewolucja, Ola wywróciła nasz świat do góry nogami, ale tylko i wyłącznie w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Ja już nawet nie pamiętam jak to było bez Niej, mam wrażenie jakby była z nami od zawsze... :)

Mówi się, że temperament dziecka kształtuje się już w brzuszku. Nasza Ola była w nim bardzo spokojna i taka również jest po jego drugiej stronie. Zdrowo rośnie i się rozwija. Ładnie i chętnie je, a potem spokojnie zasypia... Czasem po jedzeniu rozgląda się, nasłuchuje i robi słodkie minki. Uwielbia kąpać się, gdy tylko wyjmujemy Ją z wody, wpada w rozpacz! Jest bardzo towarzyska i nie lubi przebywać w pokoju sama. Bardzo służą Jej codzienne spacerki, po powrocie z nich długo i smacznie spi, na czym cierpią moje piersi, bo mało mi nie eksplodują! Jest naszą radością, wystarczy na Nią spojrzeć, a uśmiech od razu pojawia się od ucha, do ucha :)

Udała się nam ta Córcia! :)

środa, 18 marca 2015

Spacerujemy

Od kilku dni towarzyszy nam wspaniała pogoda. 
Jako że mamy okna od wschodu, od samego rana do pokoi przenikają ciepłe promienie słońca.
Grzechem byłoby siedzieć w domu w taką pogodę!
Zatem od trzech dni, w końcu porządnie zaczęłyśmy korzystać z tej pięknej pogody i intensywnie spacerujemy :)
Ola praktycznie całe spacery przesypia, od czasu do czasu podglądając jednym oczkiem co się wokół Niej dzieje. 
Wózek sprawuje się idealnie, jest zwrotny, lekko się prowadzi, ma mięciutkie zawieszenie, dzięki czemu Olą nie trzęsie na wszystkie strony, jestem z niego bardzo zadowolona.

Drzemka przed spacerkiem

Ubieramy się :)

Spacerujemy...



Dziś wyjątkowo Olę dorwał głodek po 2h, oczywiście byłyśmy daleko od domu i nie miałam za bardzo wyjścia... Znalazłam ustronne miejsce, usiadłam na ławeczce i nakarmiłam mojego Głodomorka. Pierwsze koty za płoty, nie było tak źle ;)

Spacery to dla nas czysta przyjemność! :)

sobota, 14 marca 2015

Zapomnij mamo...

Chciałam dziś wybrać się na zakupy z mamą. Ola jest zdecydowanie za mała, żeby ciągać Ją po galerii. Poza tym zaraz po Świętach wybieramy się na szczepienie, mam nadzieję, że do tego czasu w pełni wyzdrowieje i po drodze niczego nie podłapie.

Chciałam się wybrać i się wybrałam. Zanim jednak to zrobiłam... odciągnęłam mleczko dla Oli, poczekałam aż się wyśpi i obudzi, nakarmiłam piersią i pojechałyśmy. Jak się okazało potem... ledwo wyszłyśmy z mamą z domu, Mała urządziła mężowi i tacie taki koncert, że głowa mała. Zakupy musiałyśmy zakończyć wcześniej. 

Nie ma zmiłuj, trzeba było wracać do dziecka, co by się nie zapłakało z tęsknoty za mną. Po powrocie nakarmiłam Olę butlą, bo aż żal było wylewać 85ml odciągniętego mleczka, na pocieszenie przytuliłam do piersi i co? Dziecko anioł! Po kąpieli, najedzona, słodko sobie śpi :)

Kocham ten noseczek, usteczka i papulki :)
Jaki morał z tego? Bez dziecka ani rusz! ;)

piątek, 13 marca 2015

Leniwie...

Dziś mamy iście leniwy dzień od samego rana :)
Pobudka o 5:30, przewijanie, oklepywanie plecków, karmienie, odbijanie i spanko... Sprzedałam córcię mamie do łóżka, a sama szybciutko wskoczyłam w ubranie wyjściowe i pojechałam na badania krwi. Udało mi się wyrobić na styk między karmieniami. Akurat gdy weszłam do mieszkania ok 9:00, Ola obudziła się :)

No i znowu... przewijanie, oklepywanie plecków, odciąganie smarków, karmienie... Tym razem Ola zjadła i zasnęła przy piersi, a ja międzyczasie nadrobiłam "Na dobre i na złe". Uwielbiam, gdy się tak do mnie tuli... :) Pogoda dzisiaj jest beznadziejna, pada deszczyk, jakoś tak ponuro, więc korzystając z chwili, położyłam się z Olą. Sen nas zmorzył i obudziłyśmy się po 12:00.

A teraz urzędujemy sobie same w domciu. Wszyscy poszli do pracy, mieszkanie wczoraj wysprzątałam, pranie również zrobiłam, bo pięknie słoneczko świeciło, tak więc dziś leżymy w łóżku moich rodziców, brzuszkami do góry. Ja nadrabiam zaległości serialowe, co jakiś czas doglądając piekącego się w piekarniku ryżu z jabłkami, a Olcia śpi smacznie obok, od czasu do czasu przeciągając się i podglądając mnie jednym oczkiem ;)



Żyć nie umierać! :)

P.S. Uuuuups! Coś mi podśmierduje pod nosem... chyba czas na zmianę pampera :D

środa, 11 marca 2015

Szczęście w nieszczęściu...

Jesteśmy w domku! Boże, kamień z serca mi spadł! Cieszę się jak małe dziecko, że udało nam się uniknąć pobytu w szpitalu oraz antybiotyku.

Pani doktor zbadała naszą Kluskę i była niesamowicie zadowolona, bo płucka tym razem były czyściutkie, nie było żadnych szmerów i zalegań. Ulżyło mi bardzo! Robiłam co mogłam przez te dwa dni i choć wydawało mi się, że poprawy nie widać, bo katarek i suchy kaszel w dalszym ciągu od czasu do czasu męczą, to jednak okazało się, że poprawa jest i bardzo się z tego faktu wszyscy cieszymy. Dostaliśmy nawet pozwolenie na wyjście na spacer, jak kaszel się zmniejszy.

Na szczęście pogoda się trochę popsuła, więc nie żal nam tak bardzo, że jeszcze troszkę musimy poczekać ze spacerkami. A póki co dostałyśmy kolejną wyprawkę ze szpitala od kochanych cioteczek i kurujemy się w dalszym ciągu... :)


A co poza tym? Nasza Córka rośnie jak na drożdżach!!! Od poniedziałku, w dwa dni przybrała 200g, dziś ważyła 4510g. A ja się martwiłam, że pokarmu mi w piersiach braknie... nic bardziej mylnego :) Ola pięknie zjadła i teraz smacznie sobie śpi. Mogłabym ją schrupać, jest taka rozkoszna! :)

wtorek, 10 marca 2015

Troski...

Nasza mała Kruszynka ledwo się wykluła na ten świat, a już mnóstwo trosk nam przysparza. Niestety dopadł Ją w sobotę katarek i dodatkowo zaczęła nam pokasływać. Z niedzieli na poniedziałek niestety kaszel się nasilił, więc nie czekałam i od razu pojechałam do swojego szpitala.

Ola została zbadana przez dwie lekarki i niestety pojawiły się zmiany osłuchowe :( Jedną nogą zostałyśmy już prawie w szpitalu. Na szczęście z racji, że lekarki mnie znają i że jestem pielęgniarką Ola dostała szansę do środy na poprawę... jeśli tak się nie stanie, czeka nas szpital i zapewne przynajmniej 5 dób antybiotyku :'( A to, że jestem pielęgniarką wcale nie ułatwia mi sprawy, wręcz przeciwnie... martwię się jeszcze bardziej i we wszystkim wszystkiego się doszukuję...

Jestem zrozpaczona, ale walczymy! Układam Olę wyżej do spania, w ciągu dnia kładę na brzuszku. W lodówce chłodzi się sól fizjologiczna, którą zakraplam Jej nosek, a następnie odciągam smarki nosefridą i na końcu smaruję maścią majerankową pod noskiem, żeby Jej się lepiej oddychało. Dodatkowo podaję 2x5kropli wit.C i 2x2ml wapna + 3ml aqua. Kilka razy dziennie oklepuję też plecki. Zamówiony inhalator też jest już w drodze do nas, ale póki co pani dr nie kazała Oli inhalować.

Kurujemy się i mam nadzieję, że jutro będzie jakaś poprawa, że jakoś uda nam się uniknąć tego szpitala. Nie o sam pobyt w nim chodzi, bo wiem, że Ola będzie miała najlepszą opiekę z możliwych, ale o te antybiotyki. Jest jeszcze taka malutka, a już będzie musiała być faszerowana tym świństwem. Tego się najgorzej obawiam. Robię wszystko, by tego uniknąć, ale jutro na kontroli okaże się co i jak dalej...

Całe szczęście w tym wszystkim jest takie, że apetyt Jej dopisuje, przybiera na wadze, nie ma problemów z oddychaniem, jest raczej aktywna i nie jest apatyczna. A teraz, z pełnym brzuszkiem, słodko sobie śpi :)

niedziela, 8 marca 2015

Dwa :)

To właśnie dziś, dokładnie o 13:54 mija dwa tygodnie, odkąd nasza Córeczka przyszła na świat. Pamiętam ten moment, jakby to było dosłownie przed chwilą. Przeogromna radość i to maleńkie ciałko wtulone w moje ramiona, zajadające się swoimi piąstkami, bez ustanku szukające piersi do ssania... :)

Dziś Ola ma już ponad 4200g, pięknie się rozwija, jest przeeeeekochana, no i taka... dla nas idealna w każdym calu :) Na ostatniej wizycie w poradni neonatologicznej u mnie w szpitalu została wychwalona przez panią doktor i wszystkie ciocie... aż żałuję, że nie zabrałam ze sobą czerwonej kokardki! Dziecię po powrocie dało nam niezły koncert, jak nigdy... chyba została zaczarowana hehehe :)

Wpadłam po uszy! Zakochałam się w Niej bez pamięci... Potrzebuję mieć Ją nieustannie blisko siebie. Gdy tylko gdzieś wychodzę, od razu tęsknie, gdy tylko wracam do domu od razu biegnę do Niej. Jak mogliśmy wcześniej żyć bez tej małej Istotki? To Ona nas napędza do działania, to Ona stała się sensem naszego życia, to ona sprawiła, że teraz naprawdę chce się żyć! :)

I uwielbiam te tylko nasze "5 minut" we dwoje... karmienie, a potem przytulanie. Takie chwile tylko dla nas, dla mnie i mojej małej, kochanej Córeczki. Chwile... których nie odbierze nam nikt! :)

piątek, 6 marca 2015

Podróżniczka...

Będąc w ciąży zastanawiałam się, czy Ola będzie lubiła jeździć samochodem? Ja np. baardzo lubiłam i lubię do dziś jazdę wszelkimi środkami komunikacji, a najbardziej długie trasy i najlepiej w jakieś nieznane miejsca. Gdy byłam mała, ledwo wyjechaliśmy z domu, a ja już zasypiałam w aucie.

Ostatni miesiąc ciąży często spędzałam w aucie, czy to jako pasażer, czy jako kierowca. Mieliśmy do załatwiania dużo spraw związanych z mieszkaniem, więc często się jeździło tam i ówdzie. Ola w aucie stawała się bardzo ruchliwa. Ciekawiło mnie, cóż to może oznaczać? Czy podoba jej się to, czy może wręcz przeciwnie?

Teraz już chyba wiem. Ola wspaniale znosi przejażdżki samochodem. To chyba urodzona podróżniczka. W wózku czy foteliku na spacerku, póki co też się uspokaja i zasypia... Mam nadzieję, że wiosenne spacerki to będzie dla nas czysta przyjemność :)

Nasza 4210 gramowa Podróżniczka :)

czwartek, 5 marca 2015

Codzienność...

Z utęsknieniem oczekujemy na cieplejsze dni... Póki co nieustannie jest szaro, buro i ponuro, a do tego wieje nieprzyjemny wiaterek. Chciałabym już bardzo wybrać się z Olą chociaż na krótki spacerek, ale póki co wszystko muszę odwlec w czasie i czekać...

Mimo wszystko nie poddajemy się i przynajmniej troszkę "werandujemy" co by zahartować naszą małą Księżniczkę. Wczoraj 20 min, dzisiaj 20 min. Oprócz tego dzisiaj mamy pierwszą wizytę u pediatry w przychodni, którą wybraliśmy, a jutro wizytę w poradni neonatologicznej w szpitalu, w którym rodziłam, więc troszkę się przewietrzymy :)


Ciekawa jestem ile Ola przybrała na wadze. Póki co je bardzo ładnie, choć mam wrażenie dzisiaj, że mam piersi opróżnione na maksa. Wcześniej bywały cięższe i troszkę twardsze, a dziś są miękkie... Echhh mam nadzieję, że nie braknie mi pokarmu dla tego małego Ssaczka. Wspomagam się póki co herbatką Bocianek no i zobaczymy...

Ola pięknie przesypia noce, pampersy zapełnia w tempie ekspresowym, w ciągu dnia również jest grzeczniutka w porównaniu z tym, jaka była na samym początku. Domyślam się, że było to spowodowane małą ilością pokarmu i Ola zwyczajnie nie dojadała. Obecnie potrafi się dobrze najeść, a po jedzonku cudnie się uśmiecha, zwłaszcza z samego rana... Uwielbiam ten widok! :)

Borykamy się niestety z nadmiernie przesuszoną skórką. Niestety tak zachwalany Olej kokosowy u nas się nie sprawdził. Kosmetyki z HiPPa również póki co musimy odłożyć na bok, a szkoda bo dostaliśmy ze szpitala od p. Oddziałowej dosyć pokaźną wyprawkę. Zamówiłam Emolium i mam nadzieję, że wszystko jakoś się unormuje. A póki co, dzisiejszego poranka Oli odpadł pępuszek, znalazłam go całkiem przypadkiem w pampersiku :)

wtorek, 3 marca 2015

Mały ssaczek nieboraczek

W niedzielę minęło 7 dni, odkąd Ola jest z nami i raduje nas swoją obecnością. Dzisiaj z kolei mija tydzień, jak jesteśmy już w domku. Zostałyśmy wypisane w II dobie, ponieważ pani dr nie miała się do czego przyczepić i wyniki badań również były dobre :)

Ogromnie się cieszyłam, a jednocześnie dopadły mnie wątpliwości i obawy, czy aby na pewno sobie poradzę z tym maleństwem, czy będę dobrą mamą, czy będę umiała Jej pomóc, gdy będzie płakać, gdy zaboli brzuszek, gdy coś będzie Jej dolegać? Dziewczyny jedynie postukały mnie po głowie i powtarzały, że dam sobie radę.

Wróciłyśmy już na nowe mieszkanko. Nie potrafiłam na początku w ogóle się w nim odnaleźć. W około pełno pudeł, pudełeczek i innych szmargałów, które trzeba było poukładać, poupychać, a wśród tego wszystkiego ja, ledwo po porodzie i nasza malutka córeczka ciągle domagająca się piersi.


Pierwsza noc w nowym mieszkaniu minęła koszmarnie, Ola prawie całą noc wisiała na piersi... oczywiście popełniłam już na dzień dobry wielki błąd, bo wzięłam ją do siebie do łóżka, i co? I już teraz odłżyć Jej do tego wielkiego łóżeczka nie potrafię... Uwielbiam Ją mieć przy sobie, uwielbiam jak usypia przytulona do mojej piersi, uwielbiam wsłuchiwać się w Jej spokojny oddech... 

Nazajutrz, po nieprzespanej nocy czekał nas równie ciężki dzień. Dopadł mnie kryzys laktacyjny. Piersi płonęły, były twarde, mleka w nich jakoś szczególnie jednak nie było, Ola jak na złość zamiast ssać, bawiła się cyckiem... byłam bliska rozpaczy i poddania się... Z pomocą przyszła mama (gdyby nie ona to chyba nic w ustach bym nie miała - jej pomoć w tych dniach jest po prostu nieoceniona!) oraz koleżanki i ich ciepłe rady płynące przez smsy. 


Poskładałam się jakoś do kupy, ogaręłam i postanowiłam, że się nie poddam... Robiłam na przemian okłady ciepłe i z kapusty, próbowałam odciągać mleczko i pobudzić laktację laktatorem i przede wszystkim przystawiałam Olę bardzo często, kiedy tylko miała na to ochotę, postanowiłam, że nie będę dokarmiać Jej już więcej MM. Udało się! Ola chyba wyczuła mój wcześniejszy żal i nagle zaczęła pięknie ssać... Od tej pory już wszystko ładnie zaczęło się układać. Karmimy się piersią co 2-3h w ciągu dnia, w nocy co 3-4h i póki co czerpiemy z tego przeogromną radość (tfu, tfu co by nie zapeszyć). Ola po odstawieniu MM jakby lepiej się wypróżnia i nie płacze przy tym tak bardzo. Staram się jeść normalnie i kontorolować zachowanie Oli oraz Jej ciałko. Jedyne czego póki co nie jem to słodycze, nad czym baaardzo ubolewam :P


Mąż ciągle nam towarzyszy. Mówi do córci jak najęty, pielęgnuje Ją, a Ona wpatrzona w Niego jak w obrazek, zresztą to samo jest też na odwrót :) Wspólnie jemy, wspólnie oglądamy filmy, wspólnie też śpimy i jesteśmy bardzo szczęśliwi... :)


A ja? Ja to już jakiś czas temu zapomniałam, że w ogóle rodziłam! :) Jedyne na co mogę obecnie narzekać to ból kręgosłupa w odcinku piersiowym... no ale cóż się dziwić, mam sporo słodkich kilogramów do dźwigania :)