poniedziałek, 12 grudnia 2016

Ciąża...

Kocham ten stan!


Uwielbiam być w ciąży :)


22 tygodnie ciąży nam mija, a ja czuję się rewelacyjnie. Oby tak dalej...

piątek, 2 grudnia 2016

Połowa za nami...

Czas pędzi nieubłaganie, nie da się temu zaprzeczyć... Pierwsza połowa tej drugiej ciąży minęła mi zdecydowanie szybciej niż z Ola, obawiam się że druga poleci jeszcze szybciej i nim się obejrzę, będzie już kwiecień, Święta... I mały Bombelek przyjdzie na świat. Tak, tak... mam termin na 16 kwietnia - Wielkanoc. Mam jednak wielka nadzieje, że urodzę przed lub po Świętach.

Jaka była ta pierwsza połowa? Różnie bywało... dopadło mnie trochę dolegliwości takich jak migreny na początku, częste bóle głowy, w II trymestrze nawet miałam epizod mdłości i nawet zdarzyło się że wymiotów... na szczęście wszystko przeszło. Teraz już od pewnego czasu czuję się rewelacyjnie i oby tak do końca.

Na chodzie jestem cały czas mimo,  że zwolnienie wzięłam od 14 tygodnia ciąży. Codziennie albo prawie codziennie staram się z Ola spacerować, jak nie z wózkiem to z Ola na nóżkach, co jest niestety nie lada wyczynem bo Ola jest nieposłuszna, za rękę absolutnie nie chce chodzić i wybiera swoje własne ścieżki, przez co czasem słowo daję, osiwieć można.  Także trochę nabiegać się za nią trzeba, dzięki czemu mam nadzieję utrzymać dobrą formę aż do porodu hehehe.

Przytyło mi się 3kg do tej pory. O wiele mniej niż z Ola na tym etapie, ale zapewne jest to wynikiem tego, że po ciąży niestety nie wróciłam do wagi sprzed i jakieś tam zapasy zostały. Modlę się tylko by nie przybyło aż 20kg tak jak z Ola. Oczywiście pęd do słodkiego znowu włączył się w drugiej połowie ciąży, rety no nie mogę się opędzić choć bardzo się staram :( Brzuch jest zdecydowanie większy niż z Ola na tym etapie, bo już ukryć się nie da... a z Ola to nic jeszcze nie było widać :)

I co najważniejsze... dowiedzieliśmy się wczoraj po raz trzeci, że w brzuszku rośnie i nieźle fika (zdecydowanie bardziej niż Ola) druga dziewczynka. Radości nie było końca! Będzie mała Zosia 😍 Ola będzie miała siostrzyczkę, bardzo, bardzo wierzę że dogadają się... a że Zośki to charakterne dziewuchy to mogę się szykować, że nie będzie łatwo ogarnąć te dwie złośnice. Aż się boję!!! 😂

20 tygodni za nami

środa, 9 listopada 2016

Końcówka 4 miesiąca ciąży :)

Chyba najwyższa pora coś tu napisać... bo czas płynie, ciąża leci tydzień za tygodniem, a ja się obijam :) Niebawem kończę 4 miesiąc ciąży. Za mną prawie 18 tygodni ciąży.

Zdecydowanie ta ciąża jest inna niż z Olą zarówno pod względem emocjonalnym, jak i fizycznym. Co prawda sił póki co nie brakuje mi, staram się z Olą codziennie spacerować, zresztą samo bieganie za tym małym, nieposłusznym gagatkiem to dla mnie niezły sport. Jeśli chodzi o objawy to niestety tu kilka się pojawiło. Standardowo w I trymestrze dopadła mnie senność, czasem ciężko było mi wytrzymać w pracy, dziewczyny trochę się dziwiły, być może coś podejrzewały, ale żadna nic nie powiedziała... o ciąży dowiedziały się w okolicach 12 tygodnia i były baaaardzo zdziwione, no bo jak to? Przecież nic po mnie nie było widać :) Doskwierały mi też częste bóle migrenowe z towarzyszącymi przed, aurami. Na szczęście odkąd poszłam na zwolnienie, to pobolewa mnie jedynie głowa, migreny póki co odpuściły na szczęście. Poza tym co mnie zdziwiło, to w II trymestrze przypałętały się do mnie nudności i czasem nawet wymioty! O zgrozo, w porę i w czas, no wiecie cooooo? Na szczęście nie są jakieś bardzo uciążliwe i daję radę :) Poza tym reszty objawów brak. Rosnącego brzucha brak, choć wreszcie lekko się zaokrąglił i póki co rosnących kg też brak, póki co przytyłam niecały kilogram, natomiast z Olą na tym etapie ciąży miałam już chyba z 5kg dodatkowych. Oby tak dalej! :)

Mówi się, że w drugiej ciąży szybciej czuć ruchy dzieciątka i u mnie się to sprawdziło. Od tygodnia czuję, jak Maluch się rusza, co prawda jeszcze sporadycznie, ale codziennie jednak daje o sobie znać i nie pozwala absolutnie o sobie zapomnieć. Bardzo, bardzo mnie to cieszy, nie mogłam się ich doczekać... :)

Byłam dzisiaj również na wizycie. Badania są dobre, szyjka zamknięta. Udało mi się nawet podglądnąć Maluszka. Myślałam, że poznam nawet płeć... Niestety nie do końca dobry sprzęt i kiepski obraz troszkę uniemożliwiły to lekarzowi... Patrzył, patrzył i powiedział, że według niego to ....... póki co nie powiem kto, ale kazał na razie nie brać tego do siebie na 100%. Więc jeszcze czekamy, być może 1 grudnia, na USG połówkowym już na 100% płeć Maluszka zostanie potwierdzona :)

niedziela, 16 października 2016

Smoczek myszki zabrały...

Piszę, póki znalazłam odrobinę wolnej chwili i chęci... póki dziecię śpi, wykorzystam ten czas :)

Trochę nam się drzemka przesunęła, a wszystko to za sprawą... braku smoka. Tak, tak... podjęłam decyzję, że to właśnie ten czas, najlepszy na odsmoczkowanie... Były już momenty, że Ola domagała się smoczka tylko do spania... a potem zaczęły wychodzić kolejne zęby i o smoka krzyczała nawet w ciągu dnia, potrafiła go memlać godzinami. Obiecałam sobie, że gdy wyjdą wszystkie trójki, kategorycznie bierzemy się za odsmoczkowanie... Niestety dwie trójki wyszły, a kolejne dwie na razie nie chcą... a że właśnie poszłam na zwolnienie, mam teraz mnóstwo czasu dla Oli, postanowiłam, że zabierzemy się za to już teraz.

Zależało mi, żeby smoczek zniknął z jej życia, zanim pojawi się drugi Maluch, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że przy drugim dziecku mogłoby mi być trudniej, gdyby to drugie też smoka ssało, a że wielką przeciwniczką nie jestem, uważam że to ogromne ułatwienie, smoczka drugiemu na pewno dam. Kwestia tego, czy załapie? :)

W każdym razie decyzję podjęłam spontanicznie, trochę też pod wpływem chwili, bo koleżanka na forum w tym samym czasie postanowiła syna odsmoczkować, więc się wspieramy razem. Nasz smoczek myszki zabrały, nagle zniknął i nie ma... 

Dzisiaj mija tydzień odkąd smoczka brak, a ja zauważyłam w Oli zachowaniu ogromne postępy. Stała się bardziej samodzielna, w końcu potrafi sama się sobą zająć, pobawić się. Zrobiła się jeszcze bardziej kochliwa, przytulaśna i całuśna, no po prostu taki pieszczoszek :) Nawet moja mama odniosła wrażenie, że odkąd zabrałam Oli smoka, ona się zmieniła. Nie marudzi już tak, jest ciągle radosna i pogodna :) Nie wiem, czy to faktycznie ma związek z odstawieniem, ale pozostało mi jedynie cieszyć się.

Pierwsze dni były ciężkie. Przez 2-3 noce Ola budziła się 2 razy w nocy i popłakiwała, czasem nawet bardzo, widać było, że brakuje jej tego smoka... ale przytulałam ją, byłam wytrwała i opłaciło się to nam. Obecnie zasypia ładnie, w nocy budzi się tylko napić i od razu zasypia, a do nas (częściej do mnie, bo mąż w tygodniu już jest w drodze do pracy) przybiega rano z szerokim uśmiechem na przytulanie :) 

Nie wiem, czy już możemy się cieszyć, ale ja uznaję to już za nasz mały sukces i jestem z Oli bardzo dumna, że tak ładnie radzi sobie bez smoka :)

Taka jestem szczęśliwa zaraz po przebudzeniu :)

wtorek, 4 października 2016

Szczęśliwa dwójeczka... :)

A cóż to DWA może oznaczać? A no nic innego jak cudowne dwie kreski na teście ciążowym, druga ciąża i nadchodzący lada dzień drugi trymestr. 

Nie będę ukrywać, że byliśmy niesamowicie zaskoczeni. To nie tak, że nie planowaliśmy, bo planowaliśmy drugą ciążę... a raczej starania o nią... od września. Tymczasem los delikatnie pokrzyżował nam plany, ale absolutnie nie mamy mu tego za złe i nawet cieszymy się. Po prostu po badaniu USG w lipcu wyszło, że po lipcowym cyklu raczej nie mamy na co liczyć, więc... no skoro nie mamy na co liczyć to co się będziemy... no i cóż, wyszło jak wyszło :) Dzięki temu zaoszczędziliśmy sobie nerwów, stresu, itd. bo już zaczynałam powoli biadolić, że znowu pojawią się problemy.

Tymczasem za chwilę zacznę II trymestr ciąży i czuję się świetnie! Ciążę póki co przechodzę tak samo jak z Olą. Póki co brzuch nie rośnie i kg na wadze też nie. Za to Ola przytula się do brzucha, pokazuje gdzie jest Dzidziuś, masuje i całuje go, jest to niesamowicie wzruszające.

Zgodzę się jednak, że drugą ciążę pod względem emocjonalnym przechodzi się inaczej niż pierwszą. Nie mam za bardzo czasu teraz rozmyślać. Czas płynie niesamowicie szybko. Dopiero co zobaczyłam dwie kreski na teście, a zaraz rozpocznę drugi trymestr. Nim się obejrzę, będzie kwiecień i będę tulić moje drugie Maleństwo w ramionach :)

A tymczasem... zaczynamy odliczanie 9 miesięcy od początku :)

czwartek, 15 września 2016

Idzie nowe... :)

Sporo czasu mnie tu nie było, jednak ostatnio jakoś nie po drodze mi na bloga, ale niedługo się to zmieni i będę mogła nadrobić stracony tutaj czas :)

Za nami cudowne wakacje spędzone znowu nad polskim morzem i znowu w fajnym, sąsiedzkim towarzystwie. My mieliśmy z kim pogadać i spędzić wspólnie czas, Ola miała z kim pobawić się na plaży. Radości dzieciaków na widok wielkiej piaskownicy i morza nie było końca.
Zdecydowanie wakacje poza sezonem i w naszym kraju to strzał w 10. Obawialiśmy się pogody, ale ona tak jak by czekała na nasz wyjazd i akurat w trakcie pobytu nad morzem świeciło piękne, wrześniowe słońce. W sumie często jeździmy poza sezonem i pogoda jeszcze nas nigdy nie zawiodła. Wakacje możemy zaliczyć do bardzo, bardzo udanych. Wszyscy sobie odpoczęliśmy, zrelaksowaliśmy się, nie myśleliśmy o pracy, cieszyliśmy się sobą ile tylko się da :)

Ola w sierpniu skończyła 1,5 roku i już wiem, że nim się obejrzę, trzeba będzie zająć się organizacją 2 urodzin. Tak samo było dokładnie rok temu. Ten czas zasuwa jak oszalały, czasem bardzo żałuję, bo uwielbiałam Ole taką maluśką, bezbronną, niepsocącą tyle, nie biegającą gdzie popadnie... a z kolei teraz jest już taką fajną, kumatą dziewczynką. Szkoda tylko, że ma zawzięty charakterek i nie chce się nic słuchać, głowę ma pełną zwariowanych pomysłów, a ja muszę mieć dosłownie oczy dookoła głowy, bo aż strach pomyśleć co jej może strzelić do główki. Doprawdy nie wiem, po kim to dziecko jest takie szalone. Przecież zarówno ja, jak i mąż byliśmy spokojni, jak byliśmy mali. Ilekroć zadaję sobie to pytanie, nie znajduję na nie odpowiedzi.

czwartek, 21 lipca 2016

Co nowego u nas...? :)

Mam wrażenie, że nie było mnie kupę czasu... to miejsce zaszło niesamowicie kurzem, chyba trzeba troszkę je przewietrzyć i odświeżyć, ale co, jak wiecznie czasu brak.

Po pracy biegnę szybko do domu żeby jak najwięcej czasu spędzić tylko z Olą, żeby nacieszyć się każda wolną chwilą z nią, zwłaszcza teraz kiedy jeszcze jest ciepło, kiedy dużo dzieci na patio pod blokiem. Czasem nawet szkoda mi tracić czas na sprzątanie w domu, czy prasowanie... wolę iść z Ola na spacer,  spotkać się z innymi dziećmi czy też pobyć z nią na placu zabaw czy też sam na sam :)

Ola zmienia się niesamowicie... jakiś czas temu w pracy miałam niesamowicie ciężki tydzień bo każdy dzień pracowałam do 20, tak jakoś wyszło... w weekend nie mogłam nadziwić się jak Ola zaczęła powtarzać mnóstwo słów, mówić coś po swojemu, odpowiadać "tak", "nie" na wszystkie pytania, nie mogę doczekać się aż wreszcie sobie razem porozmawiamy :)

Jesteśmy po ostatniej dawce pneumokoków i kolejnej chyba przedostatniej błonnica-tężec-krztusiec. Przed nami jeszcze ostatnie dwa kłucia za kilka tygodni i mamy spokój na dłuższy czas... choć międzyczasie zastanawiam się jeszcze nad ospą.

Ola na obecną chwilę waży 10500g i ma 82cm wysokości... Śpi już we własnym, prawie dorosłym łóżeczku... ściągnęliśmy jej jeden bok łóżeczka (drugi jest od ściany) i zamontowaliśmy jedynie ochronną barierkę i uważam że był to super pomysł... Ola swobodnie wychodzi i wchodzi sobie do łożeczka... mi jest dobrze przy niej usiąść, coś przeczytać,  zaśpiewać, pogłaskać, przytulić czy nawet odłożyć do łóżeczka :)

Od jakiegoś tygodnia z własnej woli przestała pić MM (tak więc jesteśmy odcyckowani i odmlekowani, został jeszcze tylko smoczek i załatwianie do nocnika) i zaczęła przesypiać całe noce. Wczesniej też bardzo ładnie spała i budziła się ewentualnie raz na picie albo żeby przyjść do nas do łóżka :)

Uparte z niej dziecko i charakterne niesamowicie... czasem jak zasadzi fochem to nie wiem czy mam się śmiać czy płakać :) Jest już na tyle kumata że świadomie potrafi odpowiedzieć czy jest głodna, co chce jeść (w jej menu króluje twaróg, jogurt naturalny, pomidor, kiełbaska) czy chce jej się pić, czy chce iść spać, sama wybiera bajki które chce czytać, czy oglądać... Obecnie furorę u nas robi bajka Masza i niedźwiedź... czasem siedzimy wszyscy razem i śmiejemy się do rozpuku :D

I tak sobie leci u nas dzień za dniem... :)

poniedziałek, 23 maja 2016

15 miesięcy za nami

Leci ten czas jak oszalały. Dopiero co swietowalismy roczek Oli, a tu już mija 15 miesięcy.
Na nudę nie narzekamy. Przy Oli nie ma najmniejszych szans na nią. To tak żywiołowe dziecko, wszędzie jej pełno,  na miejscu przez minutę nawet nie usiedzi, do wszystkich się szczerzy, jest bardzo radosna i pogodna, to się nie zmieniło. .. tak samo jak to że trzeba ja mieć na oku i mieć oczy dookoła głowy bo pomysłów ma całe mnóstwo, niekoniecznie mądrych :)

Od pewnego czasu zasypia już sama w lozeczku, co mnie niesamowicie cieszy bo myślałam że to już nigdy nie nastąpi. Wczesniej łóżeczko to było zło konieczne. Dała się do niego odłożyć tylko wtedy, jak spala... Obecnie, po kąpieli i czynnościach pielęgnacyjnych wędruje prosto do łóżeczka,  wypija mleczko i idzie grzecznie spać :) Tak więc ten etap można uznać za pdhaczony, następna czynnością będzie odpieluchowanie i odsmoczkowanie, jednak na to mamy jeszcze trochę czasu :)

Jesteśmy już po szczepieniu MMR. Obawiałam się go i trochę odwleklam w czasie, na cieplejszych okres i prawie dwa tygodnie temu w końcu zdecydowałam się Ole zaszczepić. Waży juz 10kg i mierzy 76cm długości :)

Problem mamy z jedzeniem. Jak śniadania zazwyczaj bardzo ładnie zjadła, to z obiadami mamy problem. Jednego dnia zje pięknie,  innego dnia nic nie ruszy... I weź tu się człowieku gimnastykuj. No nic, nie to nie... Sama już nie wiem czym to jest spowodowane... koleżanki twierdzą że może to przez żeby.

A jeśli o nich mowa to... stan uzębienia w końcu nam się zmienił.... Do roku czasu Ola miała tylko dwie dolne jedynki. Niedługo po nim wyszła dolna dwójka... potem górna jedynka i teraz niedawno przebiły jej się cztery czwórki! :) Obyło się bez większego cierpienia, nieprzespanych nocy... okupione niestety były za każdym razem lejącym, wodnistym i męczącym katarem. Poza tym zdrówko niezmiennie jej dopisuje i na szczęście nic  gorszego nie przyplątuje się :)

poniedziałek, 2 maja 2016

Koniec...

Kilka dni temu zakończyła się nasza wspólna droga mleczna. To było 14 cudownych miesięcy, kiedy karmiłam moje dziecko piersią, kiedy czułam, że daję jej wszystko to, co najlepsze, chwil które sprawiały mi ogromną przyjemność.

Z jednej strony cieszę się, że stało się to tak naturalnie, z dania na dzień, bez zastojów i bólu piersi. Ostatnimi czasy karmienie bywało dla mnie dosyć uciążliwe. Po całym dniu w pracy, Ola rekompensowała sobie brak piersi po moim powrocie. Bywało tak, że w nocy nie chciała ssać, ale za to następnego dnia, gdy miałam wolne, robiła to bardzo często. Domagała się wręcz tej piersi, denerwowała się i złościła, często gęsto bywało tak też poza domem. I już wtedy pomyślałam sobie, że być może to już pora? A co, jeśli potem będzie jeszcze trudniej? Bo przecież jeść, to ona już niewiele jadła... bardziej chodziło jej o zaspokojenie pragnienia oraz o bliskość... Wiele o tym myślałam, zastanawiałam się, jak to zrobić... ale najwidoczniej niepotrzebnie. Po prostu zaczęłam Olę zajmować czymś na okrągło, ona wręcz chyba zapomniała o piersi. W nocy ładnie śpi, budzi się raz, żeby się napić już od dłuższego czasu, więc dostaje herbatkę albo sok... A po kąpieli dostaje MM. Za jakiś czas będę chciała powoli odchodzić od karmienia MM i przejść na kolacje przed kąpielą... ale póki co z Oli zrobił się niejadek, jest wybredna i z jedzeniem ostatnimi czasy jest u nas na bakier.

Mimo wszystko baaaardzo będzie brakowało mi tych chwil. Były wspaniałe, jedyne i nigdy już się nie powtórzą, będę je wspominać z ogromną przyjemnością... :) To wszystko uzmysłowiło mi, jaką dużą i zaradną mam już dziewczynkę w domu :)

niedziela, 10 kwietnia 2016

Pokoik Oli... :)

To właśnie urządzanie pokoju Oli sprawiło mi najwięcej przyjemności, mnóstwo frajdy i radości :) Może nie jest tak idealny jak te piękne,  dziecięce pokoje na zdjęciach,  ale jest taki nasz, kolorowy, przede wszystkim dziecięcy i Ola bardzo dobrze się w nim czuje, lubi się w nim bawić i dobrze śpi :)





niedziela, 20 marca 2016

Powrót do pracy nr 2 :)

Do urodzin Oli postanowiłam nie zaprzątać sobie głowy żadną pracą. Tak też uczyniłam. Po wszystkich odprawionych roczkach postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i wykonałam jeden telefon.

Dyrektorka: No tam Kasiulku? :)
Ja: Pani Asiu nie potrzebujecie pielęgniarki na pełny etat?
D: Potrzebujemy, przychodź!
Ja: Tak? :) :) :)
D: Tak, a od kiedy byś chciała zacząć?
Ja: Od marca.
D: Ojeeej nie wiem czy od marca się uda, bo trzeba badania zrobić, itd. ale przyjdź, porozmawiamy, chcemy Cię zobaczyć.
Ja: Dobrze, kiedy? Może być jutro?
D: A dzisiaj?
Ja: Ok, może być dziś.
D: Super, to do zobaczenia.
Ja: Do widzenia.

Tak więc pojechałam na spotkanie, powiedziałam co i jak, czego oczekuję, ile chciałabym zarabiać, jak zmianowo chciałabym pracować... moje prośby zostały przyjęte, pozostało mi tylko czekać na decyzję z góry, która i tak była oczywista, no ale... :)

Dostałam umowę od razu na rok, na pełny etat i zaczęłam pracę od 10 marca :) Bardzo się cieszę, że wróciłam na stare śmieci do przychodni. Znam dyrekcję, znam obowiązki, specyfikę pracy, niektóre dziewczyny, bo jest też dużo nowych, więc było mi łatwo odnaleźć się po tak długim czasie. Dyrekcja bardzo się ucieszyła, że chcę do nich wrócić, starają się dobierać dobry zespół, chętnie ze sobą współpracujący i muszę przyznać, że udaje im się to, bo dziewczyny są naprawdę świetne.

Do pracy idę z uśmiechem, chętnie wstaję, mimo że pobudki są nawet i o 5. Nie myślę w sposób by wstać, odbębnić swoją pracę i wrócić do domu. Ta praca sprawia mi przyjemność, mam kontakt z pacjentami, którzy owszem czasem wkurzają niemiłosiernie, ale są też dni, kiedy wychwalają... człowiek dostaje wtedy skrzydeł i ma ochotę odlecieć aż do nieba... i dzięki właśnie takim chwilom wiem, że jestem na właściwym miejscu, że spełniam się zawodowo i chce mi się góry przenosić :)

wtorek, 1 marca 2016

Imprezowy luty :)

Luty był dla nas naprawdę bardzo intensywny i imprezowy! Najpierw wspólnie organizowane przyjęcie z dwoma koleżankami z okazji roczku naszych dziewczynek dla sąsiadek, drugie dla warszawskich mamusiek lutowych z forum mjakmama24 (skumplowałyśmy się i zżyłyśmy, tworząc świetną paczkę, spotykamy się razem z dzieciakami, a także robimy babskie wypady na wspólne śniadania, obiadokolacje, teraz planujemy wypad do kina na Dzień Kobiet) i wreszcie ostatnie przyjęcie, które odbyło się w niedzielę, dla rodziny i chrzestnych.



Wszystkie były bardzo udane! Oli dopisywał humorek, śmiała się i cieszyła z prezentów. Panowała miła atmosfera, wszystkim smakowało jedzonko, torty, babeczki i inne smakołyki, co niezmiernie mnie ucieszyło. Goście również byli bardzo zadowoleni. Mój już mały roczniak zarażał uśmiechem na prawo i lewo. No rozbrajająca jest, kocham ją najmocniej na świecie! :)


Moja Gwiazdeczka najpiękniejsza :)
Jesteśmy właśnie po bilansie roczkowym. Z racji, że przesuwamy szczepienie MMR na okres letni, doktor prosił żeby pokazać się z Olą po roczku. Waży 9500g, ma 74cm wzrostu, jest prawdziwym okazem zdrowia. Śmiać mi się chciało bo doktor po badaniu mówił, że teraz będzie robić to, i to... i tak wymieniał, a my za każdym razem, że już to robi hehehe :) Wszędzie jej dosłownie pełno. To taki mały, ruchliwy, kochany owsik! :)

poniedziałek, 22 lutego 2016

Rok temu o tej porze...

... leżałam wygodnie w wannie pełnej ciepłej wody i cierpliwie czekałam na to, co przyniosą mi kolejne godziny. Dobry nastrój towarzyszył mi nieustannie, a gaz rozweselający jeszcze bardziej go potęgował. Kilka godzin później już nie było mi aż tak bardzo do śmiechu, kiedy skacząc na piłce i  o mało nie wgniatając jej w ziemię odczuwałam coraz to silniejsze skurcze. Myślałam, że jestem twarda, że uda mi się urodzić bez znieczulenia, jakże się pomyliłam. I przyszedł przemiły pan anestezjolog i zaaplikował mi magiczne znieczulenie podpajęczynówkowe i w mig cały ból ustąpił. I tak leżałam na łóżku porodowym, i tak rozmyślałam z mężem, i tak nie mogliśmy doczekać się już tej małej dziewczynki, i tak wiedzieliśmy, że to już tuż tuż, że za chwileczkę, za moment ona będzie już z nami. 

Minęła godzina, potem jeszcze 20 minut i na świat przyszło moje najmniejsze i zarazem największe Szczęście, wymarzone, ukochane. Przytuliłam ją w swoje ramiona, taką malutką, cieplutką i bezbronną i wiedziałam, że teraz już wszystko będzie inne, wiedziałam, że od tamtej chwili moje życie wreszcie zyskało sens.


To był najcudowniejszy rok mojego życia. Każdy miesiąc był dla mnie wyjątkowy, niepowtarzalny, każdy chciałabym bez wyjątku jeszcze raz powtórzyć. Każdy etap rozwoju Oli przeżyć jeszcze raz. Od maleńkiego, leżącego noworodka, pełzającego, raczkującego i ciekawego świata niemowlaka, aż po rozumną i twardo stąpającą po ziemi na własnych nóżkach, charakterną dziewczynkę :)

Oleńka niesamowicie zmieniła się przez ten rok. Zarówno w wyglądzie, jak i w charakterze, a nie mówiąc już o umiejętnościach. Nie jest chyba nowością, że od pewnego czasu nieustannie zaskakuje nas czymś nowym. Daje nam mnóstwo radości, uwielbiam o niej opowiadać i przytaczać śmieszne sytuacje z nią, w roli głównej. Jest taka kochana i niesamowicie zabawna.


Do końca życia będę dziękować Bogu, że stworzył dla nas ten mały Cud i pozwolił nam się nim cieszyć, patrzeć i podziwiać jak rośnie i jak się rozwija. To naprawdę niesamowity dar od losu, doceniam go całą sobą ilekroć pomyślę ile przeszliśmy, by Ola pojawiła się na świecie, ile łez wylałam, bo ciągle nie udawało się... ale to już na szczęście za nami. Mamy już nasze małe Szczęście, będziemy ją kochać już do końca życia, ze wszystkich sił i zrobimy wszystko by jej życie było beztroskie i radosne :)

Mam już roczek! :)

czwartek, 11 lutego 2016

Nie ma tego złego...

... co by na dobre nie wyszło. Wiadomość z wypowiedzeniem spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Byłam w szoku, niedowierzałam. Jak można tak traktować człowieka w ogóle? Przekonałam się na własnej skórze. Ja, która wiecznie myślała, że takie rzeczy nie dzieją się naprawdę, że to tylko na filmach, w opowiadaniach... a jednak.

Nie będę jednak płakać. Nie mam najmniejszego zamiaru. Wkurzyło mnie jedynie niesamowicie to, że zmarnowałam dwa tygodnie, które mogłam spędzić z Olą. Gdybym wiedziała, że taka sytuacja będzie miała miejsce, na pewno nie przyjęłabym tej pracy.

Póki co nie szukam nic, nie przeglądam, nie myślę. Daje sobie czas jeszcze tydzień/dwa. Nie chcę, żeby znowu stało się tak, że zdecyduję się na coś, a potem wypieprzą mnie na zbity pysk i ponownie zmarnuję kolejne dni, które mogłabym poświęcić Oli.

Jak wszystko ma plusy i minusy, tak samo i strata tej pracy. Poświęciłam się jeszcze bardziej mojej córce, by wykorzystać ten miesiąc maksymalnie, by wspólne chwile wydusić do końca, jak cytrynkę. Ola się ostatnio uspokoiła, nie marudzi już tak bardzo, jest wręcz kochana! Przed nami urodziny, duuuużo urodzin. Trzy imprezki (dla sąsiadek, dla warszawskich lutowych mam z forum, dla rodziny) wyprawiamy Oli, na 4 będziemy uczestniczyć jako goście. Może dobrze, że tak się stało, w końcu nic nie dzieje się bez przyczyny. Mogę przynajmniej na spokojnie, bez stresu zająć się organizacją roczku i cieszyć się do woli tymi ostatnimi dniami z córeczką :) A reszta? Jakoś się ułoży...

Kocham!! 

wtorek, 9 lutego 2016

Tup, tup, tuptuś mały :)

Ledwo pisałam, że Ola stawia kilka kroczków, a ona rozchodziła nam się na dobre ;)

Mam wrażenie, że odkąd zaczęła chodzić, stała się jakby mniej upierdliwa, mniej marudzi, tupta sobie po mieszkaniu, zajdzie gdzie zechce. Zaczęła już nawet sama przebywać w swoim pokoju, wchodzi sobie do łóżeczka, bawi się w nim, siada ze spuszczonymi nóżkami i ogląda książeczki, przytula misie, uwielbiam przyglądać się jej :)

Obecnie wracając ze spacerów, obowiązkowo musimy zahaczyć o plac zabaw. W końcu można napisać, że czynnie z niego korzystamy :)

I tak na nią zerkam i uwierzyć nie mogę, że dopiero co była takim malusim, bezbronnym okruszkiem, a tu za kilkanaście dni skończy roczek. Niesamowite!


A ja niestety ponownie zostałam bezrobotna :( To chyba było zbyt piękne, żeby miało być  prawdziwe. Jak można zwolnić kogoś  z dnia, na dzień pod hasłem, że zgłosiło się dużo chętnych i chce się ich wypróbować...? W takim razie po co mnie zatrudniali i dawali umowę? Spaliłam wszystkie mosty za sobą, gdzie miałam propozycje, powiedziałam, że nie skorzystam bo znalazłam prace, a tu taka podłość mnie spotkała... życie :(

sobota, 30 stycznia 2016

Mama wraca do pracy.

Gdyby ktoś powiedział mi kilka miesięcy temu, że wrócę do pracy i to w dodatku przed ukończeniem urlopu macierzyńskiego, to popukałabym w główkę i powiedziała, że chyba oszalał! :)

Nie wyobrażałam sobie powrotu do pracy. Nawet nie dopuszczałam tej myśli do głowy. Stwierdziłam, że zacznę o niej na dobre myśleć po Nowym Roku. Baaaa... ja przecież nawet nie miałam gdzie wracać, bo umowę miałam do końca marca i nie przedłużyli mi jej.

Jak postanowiłam, tak zrobiłam... Po Nowym Roku pojechałam do Szpitala zapytać, czy przyjmą mnie na nowo. Braków mają mnóstwo, co chwile jakaś dziewczyna idzie na zwolnienie ciążowe, na oddziale istny sajgon, noworodków całe mnóstwo, chcieli mnie od zaraz, ale się nie zgodziłam, powiedziałam, że mogę zacząć od marca.

Stało się jednak całkiem inaczej niż planowałam. Zupełnie przypadkiem trafiła mi się świetna oferta pracy i było by wielkim grzechem nie skorzystać z niej. Jedynym minusem było to, że też chcieli mnie przyjąć najlepiej od zaraz. Przemyślałam wszystkie za i przeciw i zdecydowałam, że warto skorzystać z tej oferty, bo potem taka może się już nie trafić.


Tak więc trzeba było wygrzebać stare mundurki z komórki, poprzymierzać, wyprać i przygotować się na powrót. Na szczęście żłobka, ani niani szukać dla Oli nie musiałam. Oleńka ma najlepszą nianię pod słońcem, czyli babcię :) Jestem bardzo szczęśliwa, że mogę zostawiać ją pod opieką mojej mamy. Wiem, że jest w najlepszych rękach, że krzywda jej się nie dzieje, że jest jej dobrze i mogę spokojnie pracować, nie zamartwiając się co chwilę.

Szkoda mi jednak jeszcze tego miesiąca, który mogłabym spędzić z Olą, nacieszyć się nią, ale z drugiej strony też cieszę się po części, że wróciłam do pracy, bo bywały dni, że miałam dość swojego dziecka. Mam wrażenie, że ktoś podmienił mi córkę jakiś czas temu. Modlę się, żeby to było przejściowe, bo jeśli nie, to słowo daję, oszaleję :) W pracy mogę oderwać się od codzienności, zresetować, pomyśleć i skupić się na czymś innym... a potem pędzić stęskniona do własnego dziecka, jeszcze bardziej doceniać wspólnie spędzone chwile, wtulić ją mocno w siebie i napawać się jej dziecięcym zapachem :)

piątek, 22 stycznia 2016

11 miesięcy za nami.

No i znów kolejny miesiąc przeleciał nam w mig! Nawet nie wiem kiedy? Został nam już ostatni i będziemy świętować roczek. To niesamowite! Niesamowite jest też to, jak Ola zmienia się na przestrzeni tych miesięcy.

Z malutkiego, pulchnego, tłuściutkiego brzdąca z czarną, bujną czuprynką stała się blond włosym szczypiorkiem. Mam wrażenie, że schudła niesamowicie, ale prawda jest taka, że bardzo ją wyciągnęło w górę i wszystkie wałeczki nagle poznikały :) A pomyśleć, że nie chciałam słuchać ludzi, że właśnie tak się stanie... Jakoś nie potrafiłam tego sobie wyobrazić, gdy wcześniej w miesiąc przybierała kilogram, a teraz ten kilogram przybrała w ciągu czterech miesięcy.


Stała się niesamowicie spostrzegawcza i rezolutna. Taka z niej małpka, co to chodzi i wszystko powtarza. Czasem wystarczy jej coś raz pokazać i to często całkiem nieświadomie, a ona za chwilę to powtarza. Jednak w większości, dużo rzeczy sama dostrzega, przygląda się, analizuje, niesamowity z niej obserwator, a potem sprawia, że niejednokrotnie zbieramy szczękę z podłogi, nie wychodząc z zachwytu :)

Pięknie stoi bez trzymania, w takiej też pozycji ładnie kuca, siada i wstaje, ale jeszcze do końca nie chce nam się rozchodzić... póki co z samodzielnych 2-3 kroczków zrobiło się 6-7, ale myślę, że może do roczku zacznie już sama dreptać :)


Wiele rzeczy stało się dla nas prostszych od kiedy zaczęła pokazywać paluszkiem co chce i czego potrzebuje. Czasem gdy coś nie idzie po jej myśli, głośno protestuje. Aż momentami przed oczami widzę obraz rzucającej się po podłodze w sklepie córki, na wieść, że nie kupię jej czegoś, czego zapragnie :D O zgrozo!!! Wielokrotnie również przychodzi do nas i łapie nas za ręce, sugerując żebyśmy coś zrobili, dotknęli, kliknęli, poruszali.

Wie, że telefon przystawia się do ucha, że służy on do dzwonienia, że pilot służy do zmiany kanałów albo włączania TV, co jej się niejednokrotnie udało. Wie, że do mycia ząbków potrzebna jest pasta i jak dostaje od nas w rączki szczoteczkę, to wyciąga rączkę z nią po pastę. Gdy ktoś kieruje się do przedpokoju i zaczyna ubierać buty, macha od razu "papa". Wreszcie nauczyła się bić "brawo" i to w ciągu jednego dnia, kiedy rano przysiadłam z nią, pokazałam, objaśniłam co i jak... to potem przez cały dzień biła "brawo". Mnóstwo jest takich sytuacji, których nie jestem sobie w stanie teraz przypomnieć, chyba muszę zacząć na świeżo spisywać gdzieś, by nie wyleciały z głowy :)

Skupia dużą uwagę na książeczkach i dzięki temu kupowanie ich dla niej stało się dla mnie ogromną przyjemnością. Przynosi je do nas, chce żeby jej czytać. Czasem siada na kolanach, albo obok, innym razem bawi się, ale słucha, bo wystarczy przerwać czytanie, a od razu przerywa daną czynność i skupia swój wzrok na nas. Przegląda, obraca płynnie strony swoimi paluszkami, pokazuje obrazki, robi zdziwione minki, opowiada coś po swojemu, to takie niesamowite! :)


Nadal nie chcę się słuchać! Na słowo "nie wolno" reaguje uśmiechem... i tylko czeka, co się stanie dalej... Już nie wiem, jak ją przywołać do pionu. Natomiast potrafi ładnie przynosić rzeczy, o które poproszę. Jakiś czas temu wysypała wszystkie pampersy z przybornika, zobaczyła, że wzięłam dwa i układam jeden na drugi, więc przyniosła mi kolejny. Podłapałam, więc poprosiłam, żeby mi wszystkie przyniosła i zrobiła to. No chociaż tyle dobrego :) Czasem na coś pokażę w oddali i poproszę "Oleńko przynieś mi ......" i przynosi skacząc jak małpka podpierając się na jednej rączce i przeskakując z nóżki na nóżkę, albo dreptając na swoich nóżkach.

W tamtym miesiącu nauczyła się schodzić z kanapy i nie lecieć na głowę jak kaskader, a w tym nauczyła się na nią wchodzić. Cwaniaczek mały podsuwa sobie pudełka, skrzynki i inne rzeczy które są pod ręką i wspina się po meblach. Kombinator z niej niesamowity, trzeba mieć się na baczności. 

Nadal na bakier jest u nas ze spaniem. Odkąd skończyła te 6 miesięcy, zaczęła się budzić po dwa razy w nocy i to zupełnie różnie, więc nie wiem od czego to zależy. Ładnie zasypia koło 20-20:30 i śpi do 24:00-1:00. Przebudza się na pierś, albo czasem da się oszukać herbatką lub po prostu chce się przytulić i ponownie od razu zasypia. O 4:00-5:00 sytuacja znowu się powtarza. Wstaje też różnie między 7:00, a 8:30. W ciągu dnia zazwyczaj ma 2 pobudki z czego poranna trwa do pół godziny do 2h, natomiast popołudniowa różnie... ale zazwyczaj koło godzinki. 

czwartek, 14 stycznia 2016

Nasza droga mleczna

Nigdy dość szczególnie nie zastanawiałam się nad porodem... no może wyobrażałam sobie, jak to może wyglądać, jakie emocje mogą temu towarzyszyć, jak w ogóle może się rozpocząć, ale nigdy nie miałam parcia żeby był to poród siłami natury. Pozostawiłam to losowi. Będzie, jak ma być i już.

Tak samo było z karmieniem piersią. Nie przywiązywałam do tego zbytnio uwagi. Wiedziałam, że chcę karmić piersią, ale stwierdziłam, że nie za wszelką cenę. Nastawiłam się, że jeśli się uda, to cudownie, jeśli nie, to będę walczyć o to, ale do resztek sił.

Nasza przygoda z karmieniem piersią rozpoczęła się od razu po porodzie. Ola ledwo przyszła na świat, a już wkładała sobie piąstki do buzi i czule je ciumkała. Poczekałam tylko, aż koleżanka przywróci mnie do stanu "używalności" i przystawiłam małą do piersi. No cóż mogę napisać... rozczulające to było. Ten mały ssaczek wiedział doskonale co ma robić, nie trzeba było jej instruować, ani nic tłumaczyć. Obsłużyła się sama, a moja radość była nie do opisania.

Nie zmienia to jednak faktu, że przez pierwsze 3 doby Olę karmiłam MM. Ssać to ona ssała, niekoniecznie dobrze, bo trochę za płytko się przystawiała, przez co poraniła mi sutki, ale tego wyssanego pokarmu w porównaniu do jej gabarytów (4070g) było stanowczo za mało. Tak więc przystawiałam ją co 3h żeby postymulowała laktację, a dodatkowo dokarmiałam ją sztucznym mlekiem, co by dziecię głodne nie było.

Międzyczasie dopadł mnie nawał, potem zastój i nie było łatwo. Piersi gorące jak ogień, pełne jak balony, tkliwe i bolące... myślałam, że oszaleję. Już miałam się poddać, ale coś mnie tknęło, ambicja mi nie pozwoliła, stwierdziłam, że co? Ja nie dam rady? Oczywiście, że dam i przetrwamy ten kryzys. Ola przywołana do porządku zaczęła ładnie się przystawiać, pięknie opróżniać piersi i kryzys wspólnie zażegnałyśmy. Nie było łatwo, ale udało się, a to najważniejsze.

I tak już nasza przygoda trwa prawie 11 miesięcy... i szczerze powiedziawszy nie wiem ile jeszcze potrwa? Nie wyznaczyłam sobie żadnego limitu, niech los sam zadecyduje. Po drodze zdarzały się mniejsze, bądź większe kryzysy, ale dzielnie radziłyśmy sobie z nimi. Kilka razy zdarzyło mi się podać jej MM, bo nie zawsze byłam w stanie odciągnąć pełnej porcji mleka na jakieś wyjście, albo nagle musiałam coś załatwić i czasu nie było na odciąganie. Nie jestem przeciwniczką MM. Mnóstwo dzieci się na nim wychowuje i wspaniale się rozwijają i wcale nie ma reguły, że są mniej, bądź bardziej odporne lub rozwinięte. Sama zresztą wychowałam się na sztucznym mleku i nie sądzę, by jakoś niekorzystnie to na mnie wpłynęło. 

Mimo wszystko uważam, że karmienie piersią ma więcej plusów, niż karmienie sztucznym mlekiem. Ciepłe mleczko mam zawsze przy sobie, mogę dziecko nakarmić/napoić dosłownie wszędzie, a zdarzało nam się karmić nawet w kościele. Zawsze robię to dyskretnie, nie afiszując się tym. Nie trzeba bawić się z butelkami, mieszaniem, podgrzewaniem, itd. Przede wszystkim karmienie piersią nic nie kosztuje, za wyjątkiem maści, czy wkładek laktacyjnych, ale ja ich nie używam od bardzo dawna. Minusem jest to, że karmi się na żądanie, więc czasem jest tak, że nie zna się godziny kiedy dziecia złapie głodek czy pragnienie. Mleko kobiece jest łatwiej i szybciej trawione, więc i dziecko staje się szybciej głodne. Jednak tak jak już wspomniałam, dla mnie to nie była żadna przeszkoda. Ola zazwyczaj jadała co 3h, potem jak podrosła to zdarzało się czasem nawet co 4h. Ssała stosunkowo krótko, szybko się najadała, więc nasze karmienie nie rozciągało się bardzo w czasie i trwało ok 10-15 minut. Problemów z brzuszkiem nie miała i alergie póki co ją omijają, więc ja też nie musiałam żadnej szczególnej diety przestrzegać,  mogę jeść to, na co mam ochotę.

Dla mnie osobiście karmienie piersią to ogromna przyjemność! Początek był trudny i bolesny. Przy przystawianiu małej do piersi widziałam gwiazdki w oczach... ale po kilku dniach wszystko ustąpiło i przestałam odczuwać ból, a w zamian za to przyjemne uczucie i radość.

Są to takie nasze i tylko nasze chwile. Kocham to, już na tym etapie, świadome jej spojrzenie w moje oczy, oddanie się tej chwili przyjemności, bo nie da się ukryć, że Ola gdy ssie, to jest szczęśliwa, sam fakt tej śmiejącej buźki po skończonym posiłku mówi za siebie. Wkręciłam się w to niesamowicie. Nie chciałabym odstawiać Oli od piersi. Wolałabym, aby to ona sama zdecydowała, kiedy zakończy ten etap swojego życia. Wiem jedynie, że będzie mi go szkoda, będę tęsknić za tym i ciężej będzie zapewne mi, niż jej. Jednak póki co cieszę się tymi chwilami ile tylko się da i uśmiecham się sama do siebie na samą myśl o nich :)

Zachęcam, by nie rezygnować świadomie z karmienia piersią, by próbować, nie poddawać się tak łatwo, to naprawdę najlepsze, co można dać swojemu dziecku :)

piątek, 1 stycznia 2016

Witamy Nowy 2016 Rok :)

Pożegnaliśmy Stary Rok, który był dla nas niezwykle szczęśliwy. Wprowadził w nasze życie ogromne zmiany, piękne zmiany, na które tak niecierpliwie czekaliśmy.
Narodziła się Ola, nasz największy cud, tyle na nią czekałam, tyle się o nią modliłam, prosiłam i wreszcie po 9-ciu miesiącach noszenia jej pod serduszkiem, mogłam się z nią spotkać i mocno przytulić w ramionach.
Długo kazała na siebie czekać, ale dzięki temu, że urodziła się 8 dni po terminie, ze szpitala wróciliśmy od razu do naszego nowego mieszkania, które zdążyliśmy odebrać i częściowo urządzić tuż przed narodzinami :)
Poznałam smak macierzyństwa, ten piękny, kolorowy, cukierkowy... ale i również trafiło się kilka tych gorszych chwil, które przysłoniły gradowe chmury. Na szczęście było ich niewiele i mam nadzieję, że nadal tak pozostanie.
Poznałam wiele wspaniałych mam, z którymi stworzyliśmy wspaniałą paczkę, wspieramy się i wspólnie spędzamy wolny czas.
Za nami wspaniałe wakacje, pierwsze spotkanie męża i Oli z piaskiem i morską słoną wodą. To był udany i niezapomniany wyjazd.
I wreszcie wspólne, przepiękne Święta, już z Olą po drugiej stronie brzuszka, spędzone ciepło i rodzinnie :)
Ten Rok był naprawdę bardzo, bardzo udany :)


Za nami udany sąsiedzko-dzieciowy Sylwester. Było super! Dzieciaczki poszły grzecznie spać koło 22:00, a nam pozwoliły się bawić i świętować :)Tymczasem witamy Nowy Rok i czekamy z uśmiechem, co nam przyniesie :)