czwartek, 24 grudnia 2015

Pierwsza wspólna Wigilia.

To był piękny i niezapomniany dzień :) Wzruszyłam się bardzo! I choć nie było nas wiele, bo tylko nasza trójeczka i moi rodzice, to na pewno ten dzień na zawsze pozostanie w mojej pamięci :)

Moje największe Szczęście! Wigilijna Gwiazdka :)
Wigilia była bardzo udana. Ola była grzeczniutka (a ostatnio naprawdę sporo marudzi), towarzyszyła i ładnie jadła z nami przy stole. Smakowała jej rybka i uszka, spróbowała też trochę czerwonego barszczyku. Podzieliła się z nami opłatkiem i w ogóle była taka kochaniutka, że nic, tylko bym ją schrupała! :)

Do szczęścia nic mi więcej nie potrzeba! :)

wtorek, 22 grudnia 2015

10 miesięcy za nami.

Jeszcze nie tak dawno była malutkim zawiniętym w pieluszkę noworodkiem, potem z każdym miesiącem stawała się coraz bardziej mobilnym niemowlakiem, a teraz to już całkiem kumata z niej dziewczynka. Z uśmiechem na ustach wspominam te chwile, kiedy była taka mała, czasem chciałabym do nich powrócić jeszcze choć na chwilę. 

Ola zmieniła się niesamowicie. Bardzo dużo już rozumie. Dużo rzeczy wyłapuje co się do niej mówi, co się pokazuje, bystra i bardzo pogodna z niej dziewczynka. Za nami nauka chodzenia. Co prawda nie chodzi jeszcze sama, ale porusza się za pomocą pchacza, krzesełka do karmienia, a nawet kartonowego pudła. Bardzo ładnie stawia kroczki trzymana za obydwie rączki. Nadziwić się nie mogę, że jeszcze chwilę temu leżała i tylko wesoło wymachiwała rączkami i nóżkami, a teraz porusza się z prędkością światła. I tak obstawiamy między sobą, czy ruszy przed roczkiem sama, czy nie... :)

Mój mały Tuptuś :)
Czasem za nią dosłownie nie nadążam. Jest wszędzie i wszystko ją ciekawi. Wszystko chciałaby zobaczyć, dotknąć... Z jednej strony cieszę się, że jest takim ciekawym świata, żywym i energicznym dzieckiem, a z drugiej strony to nie ukrywam, że można się przy niej porządnie zmęczyć.

Nauczyła się w koooońcu schodzić z łóżka, nie startując prosto na główkę. Uczyłam ją wytrwale, pokazywałam, tłumaczyłam ale miałam wrażenie, że do niej jak do ściany. Pewnego dnia leżąc z nią na łóżku, zauważyłam, że zbliżając się do jego krawędzi zaczyna wykonywać dziwne ruchy, obracać się, przerabiać nóżkami, aż nagle powoli zsunęła się tyłem z łóżka. W szoku byłam! :) I choć na początku nie zawsze jej to wychodziło, tak teraz doszła do wprawy i po przebudzeniu od razu startuje w nogi i schodzi z łóżka, a mnie budzi zazwyczaj brzęczenie zabawek.

Bardzo lubi wszelkie klocki, sortery, dziurki, dziureczki. Uwielbia je brać do rączek, memlać w buźce, oglądać, obracać, przekładać, wkładać, wyciągać... Często też coś bierze i daje nam, dzieli się różnymi rzeczami, które trzyma w rączce, wkłada mi namiętnie swój smoczek do ust, ale też lubi zabierać dzieciom inne zabawki i za cholerę nie potrafię jej tego wyperswadować. 

Ząbków Oli nie przybyło, choć katar, który trwał 3 tygodnie i rozpulchnione górne dziąsełka rzekomo na to wskazywały wg pana doktora, ale jak nie było, tak dalej nic nie ma. Kto wie, czy czegoś nie ma na rzeczy? Miała ostatnio kilka dni takich, że popłakiwała bez powodu, była marudna i upierdliwa, na szczęście w nocy śpi ładnie. Tak więc czekamy...


Mimo, że raczej odważna z niej dziewczynka, to stała się ostatnio bardzo nieufna do obcych, a już nie daj Boże zaczepi ją jakiś wąsaty/brodaty/z okularami mężczyzna, to jest wrzask na potęgę. Taka też reakcja była na Mikołaja, na mikołajkowym spotkaniu, które zorganizowałyśmy z sąsiadkami. Słychać ją było chyba na całym osiedlu. W końcu udało mi się ją uspokoić, posadziłam ją wraz z innymi dziećmi przed Mikołajem do zdjęcia i mówię jej "Ola, tylko się nie odwracaj", a ona co? Oczywiście odwróciła się i znowu dała koncert. No i tak to już z naszą Olą jest, dużo rozumie ale słuchać się nie chce uparciuch mały.

Dalej rośnie jak na drożdżach, choć bardziej wzdłuż teraz. Mam wrażenie, że taka chudzinka się z niej zrobiła, choć kilogramowo jest nadal ciężka. Wyciągnęło jej buźkę, większość wałeczków poznikała, wystrzeliła w górę... Gdzie mój ten mały, pulchniutki niemowlaczek? Apetyt jej dopisuje, je chętnie, nie wybrzydza, choć nadal nie lubi jajka. Za to uwielbia brokuły, marchewkę, indyczka, jogurt naturalny, twarożki i nawet dobrze toleruje mleko krowie :)

I tak leci miesiąc za miesiącem... a ja staram się każdą chwilę spędzaną z Olą chłonąć jak gąbka...i ciągle mi mało i mało i małooo. Przed nami pierwsze wspólne Święta na które niesamowicie się cieszymy i doczekać nie możemy :)

sobota, 12 grudnia 2015

Hej ho naprzód! :)


Mogłabym tak przyglądać się jej bez ustanku
i kibicować jej i dopingować ją... 
Mam nadzieję, że zawsze będzie taka dzielna i mocno stąpająca po ziemi :)

sobota, 5 grudnia 2015

Nasze HITY zabawkowe :)

Troszkę nie w porę i nie w czas, bo Mikołaj pewnie do wszystkich grzecznych dzieciaczków zawita dzisiejszej nocy... no ale przed nami jeszcze Święta i choinka, więc przedstawiam nasze zabawkowe HITY, może kogoś zainspirują. Zacznę więc od początku :)

Zdecydowanie dużym powodzeniem cieszyła się u nas grzechotki Bright Starts oraz Canpol Babies, idealne dla malutkich rączek, które uczą się chwytać zabawki, mają fajny kształt, który łatwo chwycić i fajnie grzechoczą.


Ciekawe są również grzechotki Sassy z dość ciekawą kolorystyką, przykuwającą wzrok maluszka. Chciałam Oli takie zamówić ale niestety wcześniej były niedostępne na stronie smyka. 


Kolejną zabawką która zyskała uznanie Oli był Dzwoneczek żyrafka z Tiny Love. Zabierałyśmy ją wszędzie. Na spacery, w podróże, w każdy kąt w domu... towarzyszy nam do dziś i przykuwa uwagę nie tylko Oli, a przy tym dość przyjemnie dzwoni :)


Ola również polubiła się z karuzelą podróżną z Tiny Love. Z racji tego, że była mała i przenośna, przygrywała Oli do snu i nie tylko, zarówno w łóżeczku, jak i w wózku, czy na macie. Brałyśmy ją ze sobą na wyjścia do restauracji, czy gdziekolwiek by zająć czymś Olę. Chętnie leżała, słuchała muzyczki i przyglądała się wirującym zwierzątkom. 


Kolejnym hitem był u nas bardzo miękki gryzak żyrafka Sophie, piszę był, ponieważ po tym jak Oli wyskoczyły dwie dolne jedynki, póki co z ząbkowaniem mamy spokój i Ola obecnie stroni od gryzaków. Być może powróci do łask przy następnych górnych jedynkach. W każdym razie od czwartego miesiąca chętnie gryzła go i ciumkała w buźce i jak dla mnie wart jest swojej ceny. Z kolei dużego raczej bym nie kupiła :)


Kolejną zabawką, która zaciekawiła Oleńkę jest Gąsienica Wędrowniczka firmy Fisher Price oraz grająca Gitara Fisher Price. To były jej dwie pierwsze grające zabawki. Gitarę pożyczyłyśmy od sąsiadki i towarzyszyła nam przez kilka dobrych miesięcy, a Gąsienicę kupiłam używaną, ponieważ nigdzie nie mogłam dostać nowej, ma przekładane karty i przyjemne piosenki (sama chętnie je śpiewam Oli). Gitarę już oddałyśmy, ale Gąsienica jest z nami i chętnie zajmuje czas Oli.


Obecnie naszym hitem stała się również od pewnego czasu kolorowa Piramidka Fisher Price. Ola szybko nauczyła się ją układać. Jest bardzo fajna ponieważ kółeczka mają duże dziurki i łatwo wchodzą na plastikowy dość gruby drążek, którym dziecko nie powinno sobie zrobić krzywdy w przypadku gryzienia czy wkładania do buźki.


Następnym hitem jest Pchacz Chicco. Dostałyśmy go w spadku po dzieciach kuzynki, niestety bez klocków bo gdzieś się pogubiły, ale mamy inne, które Ola chętnie wrzuca do dziurek. Póki co pchacz nie spełnia swojej docelowej funkcji, bo Ola zaledwie kilka nieporadnych kroczków przy nim robi, ale za to bardzo chętnie bawi się jego panelem każdego dnia :)
Będąc u sąsiadki Ola bardzo chętnie bawi się również panelem od Pchacza Vtech. Tak więc również mogę go polecić, bo ma duuużo ciekawych funkcji :)


Baaaaardzo podobają mi się drewniane zabawki ale póki co Ola nie bardzo chce się nimi bawić. Jednak jej zainteresowanie skradł biedronkowy Pociąg ZOO. Jest śliczny, mnie osobiście bardzo się podoba, ma dużo ładnych i kolorowych elementów. Nie dość, że można go pchać, to jeszcze układać na różne sposoby. Ola póki co najczęściej wyjmuje klocki i gryzie je, ale też czasem próbuje nabić na kołeczki, jednak nie zawsze jej to wychodzi bo kołki są cienkie, a dziurki w klockach za małe. Myślę, że jednak z czasem nabierze wprawy :)


Jednak największym hitem jest u nas traktor z przyczepką ze zwierzątkami. Ilekroć jesteśmy u sąsiadki czy w klubiku Ola od razu do niego pędzi i bawi się popychając go w przód i w tył, czy też wyciąga zwierzątka, namiętnie je obracając w rączkach. U sąsiadki i w klubiku jest Muzyczny Traktorek Smiki, a od nas Oleńka na Mikołaja dostanie Traktor Farmer z Dumel Discovery, który po naciśnięciu sam jedzie, farmer śpiewa wesołą piosenkę i jest 5 zwierzątek, o każdym z nich jest krótki wierszyk oraz każde z nich wydaje dźwięki.


Od pewnego czasu Oleńka wreszcie zaczęła interesować się książkami. Lubi je oglądać i przewracać strony. Uwielbia gdy ktoś jej coś w nich pokazuje. Często bierze nasze paluszki do rączki i nakierowuje na książeczkę żeby jej opowiadać i pokazywać. Lubi też książeczki dźwiękowe ze zwierzątkami. W prezencie Ola dostanie serię 4 książeczek Anny-Clary Tidholm wyd. Zakamarki: "A dlaczego?", "Gdzie idziemy?", "Jest tam kto?" i "Wymyśl coś!".


Póki co tyle zabawek przychodzi mi do głowy, ponieważ większa część jest już posegregowana i schowana, czekając na następnego członka rodziny :) Zaznaczam, że ten post nie jest sponsorowany. Jest to moja osobista opinia na temat zabawek, które wraz z Olą miałyśmy okazję i przyjemność wspólnie testować :)

niedziela, 29 listopada 2015

Czas oczekiwania...

Dzisiejszą niedzielą rozpoczęliśmy Adwent - czas oczekiwania na Boże Narodzenie. Lubię ten czas, Święta Bożego Narodzenia są moimi ulubionymi. To taki ciepły czas, mimo panującej za oknem "zimy". Spotykają się bliscy, wokoło rozbrzmiewa wspólny śpiew kolęd, towarzyszy wspaniała, rodzinna atmosfera.

Od pewnego czasu te, jak i inne Święta nie cieszyły mnie dość szczególnie, jakoś w ogóle ich nie czułam. Szybko przychodziły, jeszcze szybciej odchodziły, a człowiek natychmiast wkręcał się w wir pracy i szarej codzienności.

W pamięci nieustannie tkwią mi wspomnienia kiedy to za małolata biegało się codziennie rano przed szkołą na roraty. Na zewnątrz było jeszcze ciemno, śnieg lekko prószył i skrzypiał pod butami, ulice były jeszcze nie odśnieżone. Potem nadchodziła Wigilia, wspólna kolacja u babci, w gronie całej rodziny, smakowanie przepysznych świątecznych potraw (bo barszcz z uszkami najlepiej smakuje właśnie podczas Wigilii), wspólne maszerowanie z koleżankami od domu, do domu z kolędą na ustach, Pasterka o 24:00. Achhhhhh... cudowne wspomnienia, uwielbiam do nich powracać :)

W tym roku wyjątkowo nie mogę doczekać się Świąt, myślami nieustannie krążę wokół nich, nawet wczesne dekoracje świąteczne na witrynach sklepów czy w centrach handlowych powodują uśmiech na mojej twarzy. Te Święta będą wyjątkowe, podczas pysznej kolacji oraz śpiewu kolęd towarzyszyć nam będzie tupot małych stópek i wesołe pokrzykiwanie Oleńki. Póki co nie będzie jeszcze świadoma tego wszystkiego, ale będę starała się od samego początku sprawić, by Święta Bożego Narodzenia wspominała równie pięknie jak ja :)


Wesołego i w pełni duchowego oczekiwania na te Święta życzymy :)

niedziela, 22 listopada 2015

9 miesięcy za nami.

Dokładnie 9 miesięcy temu, dokładnie w niedzielę i dokładnie o 13:54 Ola przyszła na świat. Dokładnie pamiętam ten dzień, tą chwilę i jestem pewna, że już na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

9 miesiąc był dla nas równie przełomowy jak 8. Wraz z rozpoczęciem 9 miesiąca Oleńka zaczęła pięknie raczkować. Na początku powolutku, a teraz zasuwa jak torpeda. Oprócz tego zaczęła również stawiać pierwsze kroki przy meblach oraz z jeździkiem. Obecnie ładnie stoi trzymając się jedną rączką, już tak bardzo nie przewraca się i nie obija, coraz mniej jest płaczu w ciągu dnia, ładnie schodzi w dół na nóżkach chcąc złapać jakąś zabawkę, albo zejść do raczkowania. Uwielbiam również jak kuca na dwóch nóżkach. Zdarza jej się również niejednokrotnie ustać przez chwilę bez trzymania :)

Bardzo lubi gdy robi jej się zdjęcia. Jak tylko widzi nasz aparat albo telefon, odwraca się do niego, marszczy nosek, mruży oczka i uśmiecha się. Na jej koncie niezmiennie widoczne są dwa dolne ząbki, a na kolejne póki co nie zapowiada się.

Przeogromny z niej przytulasek! Uwielbiam, gdy wracam do domku po kilku godzinach nie widzenia się z nią, a ona rzuca wszystko, pędzi do mnie i wyciąga rączki. Zazwyczaj wieczorem zasypia przy piersi, ale są dni, gdy tak nie jest i wtedy lubi się przytulać, sama wskakuje na mnie na łóżku i domaga się tulenia. Wówczas wystarczy, że wezmę ją w ramiona, mocno przytulę, a ona często dzięki temu zasypia. Lubi rozdawać mokre buziaki i zajadać mój nos, a także badać, gdzie mam oko, usta, nos i uszy.


Nauczyła się ładnie robić "papa". Ostatnio po zajęciach w klubokawiarni naśladowała też kaczuszkę - przekomicznie to wyglądało! Pięknie układa piramidkę z kółeczek z Fisher Price, pokazuje gdzie misie i lale mają oczka. Uwielbia tańczyć, jak tylko usłyszy jakieś piosenki to dupcia i rączki jej tańcują, bez względu na to czy siedzi czy stoi. Wie, że pilot służy do zmiany kanałów i często zdarza jej się dziwić, jak pstryknie w pilot, a wyłączony TV nawet nie reaguje, jeszcze nie załapała którym guziczkiem się go włącza.

Wreszcie zaczęła interesować się książeczkami, przegląda je, przewraca i ogląda strony. Niestety ubolewam nad tym, że nie czytam jej książeczek. Wieczorem zasypia przy piersi, więc nie bardzo mam jak na leżąco, a jak ostatnio chciałam, to książka była bardziej interesująca niż cycek i co chwilę odwracała jej uwagę... Natomiast w ciągu dnia Ola po prostu nie da nic przeczytać, bo zaraz podchodzi, zabiera książkę, ogląda ją i chce się nią bawić.

Nic się nie chce słuchać to nasze dziecię. Kiedy mówię "nie", "nie wolno", itp. przystaje na chwilę, odwraca się, szczerzy ten swój dwuzębny uśmiech i dalej robi to, na czym skończyła. Ja już nie wiem jak ją przywołać do porządku?

Jest bardzo pogodną dziewczynką, ale coraz bardziej wyostrza jej się charakterek. Gdy coś jest nie po jej myśli, zaczyna się głośny pisk, protest, marudzenie... Mam nadzieję, że z czasem chociaż to piszczenie jej minie, bo czasem aż uszy bolą. Zawsze dopnie swojego, "idzie" po trupach do celu. Mała dominatorka z niej rośnie, ale ja się nie daję i nie pozwalam jej wejść sobie na głowę, mimo tego, że przeogrooooooooomnie ją kocham! Na szczęście mimo takich wyskoków jest bardzo grzeczna i spędzanie z nią czasu to sama przyjemność :)

sobota, 7 listopada 2015

Oczy dookoła głowy.

Aleksandra właśnie ma przedpołudniową drzemkę, więc korzystam z wolnej chwili i coś skrobnę, bo ostatnio ciągle przy tym małym szogunie brak mi czasu. Tyle co z doskoku zerknę, czy coś poczytam lub odpiszę na telefonie.

Przy Oli ostatnio oczy trzeba mieć dookoła głowy. Jest kompletnie nieostrożna, pcha się wszędzie, wchodzi, wspina się, wszędzie musi swoje małe paluszki zapchać, każdą szafkę otworzyć... grzebalec z niej przeokrutny! Nie można się nawet na chwilę odwrócić, bo ona właśnie w tym czasie albo rypnie na podłogę, albo zwali na siebie krzesło, albo się gdzieś uderzy. No po prostu masakra!


Nie ma dnia żeby nie płakała i to tak okrutnie płakała... na szczęście ten płacz jak szybko przychodzi, tak szybko odchodzi. Absolutnie nie można się nad nią użalać, bo wtedy jest jeszcze gorzej. Najlepiej ją w tym momencie czymś zająć, coś pokazać, rozśmieszyć... oczywiście poprzedzając mocnym przytulasem i całusem w główkę, czy czółko.

Ja nie wiem, czy ja jestem złą matką, czy co? No nie jestem w stanie jej upilnować. A nie przepraszam, byłabym w stanie, ale wtedy nie mogłabym jeść, pójść do wc, ani nic innego, tylko ciągle na nią patrzeć, patrzeć i patrzeć, nie spuszczając nawet na chwilę z oczy.

No! Pożaliłam się i lecę, bo słyszę jakieś dźwięki dochodzące z pokoju Oli. Już pospane... :)

czwartek, 5 listopada 2015

Brrrrr...

Piękna, złota jesień powoli już mija... liści coraz mniej na drzewach, robi się coraz chłodniej, noski szybciej stają się czerwone... Wyciągnęłyśmy już nawet z szafy kombinezon i kurtkę zimową. Cienką czapeczkę zamieniłyśmy na grubszą i koniecznie dołożyłyśmy rekawiczki. Teraz już żadne spacery nie są nam straszne :)

niedziela, 1 listopada 2015

Blogosfera Canpol Babies - edycja 13.

W 13 edycji Blogosfery Canpol Babies udało nam się załapać na testowanie zabawek z serii "Kolorowy ocena".

Pierwsza zabawka to szeleszcząca książeczka, której każda strona przedstawia co innego: kolorowy piszczący krab, rybka, wodorosty, kotwica, ośmiorniczka i koło ratunkowe z lustereczkiem. Każda strona jest kolorowa, wykonana z różnych materiałów. Dodatkowo na ostatniej stronie jest gumowy gryzaczek.


Druga zabawka to kolorowy grająco-grzechoczący żółwik. Na grzbiecie ma kolorowe kuleczki, które podczas ruszania zabawką grzechoczą. W brzuszku znajduje się małe urządzonko, które uruchamia miłą dla ucha melodyjką, podczas której żółwikowi świecą policzki na czerwono. Pod spodem na brzuszku umieszczone są kształty, kolory i cyferki których dziecko może się uczyć, a także odpinany szeleszczący ogon z lustereczkiem.


Trzecia zabawka to grzechotka idealna do małych rączek, bardzo miła w dotyku, z główką ośmiorniczki, która grzechocze i kolorowymi odwłoczkami, a także kółeczkami i gryzaczkiem.


Wszystkie trzy zabawki mają bardzo fajny klips, dzięki któremu można je zabrać na spacer, czy w podróż przyczepiając do wózka lub do fotelika. 

Z początku Ola nie zapałała entuzjazmem do tych zabawek. Teraz jest na tym etapie, że interesują ją naczynia, łyżki, spinacze, kwiatki, ziemia w kwiatkach, itd. Zauważyłam też, że gdy jej się na siłę coś nowego podsuwa do zabawy, to nie chce się tym zainteresować. Zainteresowała się, gdy w ciągu dnia leżały one sobie swobodnie w koszu z zabawkami. Bardzo polubiła książeczkę, zapewne dlatego, że tak fajnie szeleści, a ją zawsze ciągnęło do zabawek szeleszczących. Żółwika również polubiła, a w szczególności jego duże lustereczko i kolorowe brzęczące kuleczki. Najmniejszym zainteresowaniem cieszyła się grzechotka, choć od czasu do czasu złapie ją, pogrzechocze i podotyka paluszkami kolorowe odwłoczki :)

Jeśli chodzi o moją opinię to uważam, że wyżej wymienione zabawki są ciekawe, przede wszystkim bardzo ładne, kolorowe, dobrze wykonane, miłe w dotyku, z wieloma interesującymi elementami. Dziecko bawiąc się nimi, po przez dotyk może poznawać różne kształty, struktury i materiały.

Zachęcam kolejne mamy do przystąpienia do Blogosfery Canpol Babies. W prosty sposób można poznać akcesoria i zabawki Canpol Babies oraz je przetestować :)

poniedziałek, 26 października 2015

Pokochałam jesień :)

Człowiek zazwyczaj ciągle za czymś pędzi. Często nawet nie ma czasu obejrzeć się dookoła, zaobserwować tego co go otacza... Jeszcze jakiś czas temu sama żyłam w ciągłym biegu. Z jednej pracy do drugiej, z autobusu do metra, szybko, szybko byle zdążyć...


Jesień lubiłam od zawsze, jednak nie tak bardzo jak wiosnę i lato... Dzięki macierzyństwu moje życie zwolniło, mam czas głębiej nad pewnymi sprawami zastanowić się,  mam czas spokojnie obejrzeć się dookoła.


I tak na spokojnie sobie dzisiaj siedziałam na ławce w parku, promienie słońca delikatnie muskały mi twarz, Ola spokojnie spała w wózku uśpiona piersią na świeżym powietrzu. I chłonęłam całą sobą ten jesienny powiew wiatru, zapach liści, te wszystkie piękne kolory otaczające nas wokół. Dzięki macierzyństwu jesień pokochałam. Dziś nie mogłam wyjść z podziwu, uśmiech i zachwyt nieustannie gościł na mej twarzy :)

czwartek, 22 października 2015

8 miesięcy za nami.

Dość chorowity miesiąc za nami. Staram się Olę hartować, nie przegrzewać, często spacerować, no ale... będąc w ciągłym towarzystwie małych dzieci niestety musimy liczyć się z tym, że Ola może częściej chorować. Jestem tego świadoma, ale mimo to nie ograniczamy spotkań towarzyskich. Chciałabym by nasze życie było barwne, by nie zawiewało w nim nudą, a przynajmniej teraz, kiedy ma mnie jeszcze na co dzień, póki jeszcze nie wróciłam do pracy.

Na szczęście płyn w uszku zniknął i możemy zacząć ponownie chodzić na basen. Musimy tylko uważać, aby Ola nie przeziębiła się i nie dostała kataru, przez który płyn w uszku może, ale nie musi się pojawić. 

Przebyte choroby jednak nie przeszkadzały Oli w dalszym rozwoju i nie odebrały jej radości i pogody ducha. Ten miesiąc pod względem rozwojowym był bardzo przełomowy. Ola wreszcie zaczęła sama siadać będąc pozostawiona sama na podłodze, a także zaczęła najpierw od wstawania w łóżeczku, po przez nieśmiałe wspinanie po nas, stawać sama przy kanapie. Obecnie wspina się gdzie popadnie. Nie ma dla niej miejsc niemożliwych. Wykąpać ją to nie lada wyczyn, bo przecież stawanie w wannie jest takie fajne, a mnie aż mrozi się krew w żyłach na sam widok.


A jeśli mowa o kąpaniu, to stała się posiadaczką swojej własnej szczoteczki (wcześniej czyściłam jej ząbki silikonową nakładką) i pasty, a na dodatek bardzo chętnie sama je sobie czyści, ale najczęściej te, które jeszcze nie wykiełkowały hehehe :)

Zasuwa jak błyskawica po mieszkaniu. Najbardziej lubi łazienkę. Wystarczy zostawić niedomknięte drzwi, od razu wykorzystuje moment i szybko tam "biegnie". Jednak w dalszym ciągu woli pełzać, niż raczkować... czasem jej się zdarzy przeraczkować, ale nie wiem czy to wina paneli, gdzie się ślizga, czy czegoś innego.

Potrafi ładnie sama się bawić, czasem pozwalając mi rano jeszcze dospać troszeczkę, jednak nie lubi przebywać sama. Ktoś zawsze musi przy niej być, albo kręcić się po pokoju w którym przebywa. Bardzo lubi jak ktoś się z nią bawi. Na szczęście bez problemu zostaje z rodzicami czy z mężem. Lęk separacyjny chyba jej powoli mijaa, choć nie pojawił się on u nas w trybie bardzo zaawansowanym, ona nie lubi po prostu samotności.

Ogrrrrromny z niej pieszczoch! Lubi się przytulać. Uwielbia, gdy ktoś coś do niej pokazuje, mówi, robi głupie minki, śmieje się, tańczy z nią i przed nią, śpiewa, wygłupia się. Jej głośny śmiech wówczas jest bezcenny.


Jesień nas ostatnio nie rozpieszcza. Mimo to, trafią się czasem cieplejsze dni, albo chociaż takie, kiedy świeci słońce, wtedy staramy się korzystać z jej uroków :)

P.S. No i doczekałam się! W dniu swoich 8-miu miesięcy Oleńka zaczęła raczkować na całego! Ależ jestem z niej dumna! :)

sobota, 17 października 2015

Rotawirus i kryzys...

Dopadł nas rotawirus. Nie wiem skąd, nie wiem jak... ponoć wisi w powietrzu. Przechorowaliśmy wszyscy w domu, bez wyjątku. Jedni lżej inni gorzej. Nie oszczędził absolutnie nikogo. Zaczęło się od Oli, następnego dnia poszłam do odstrzału ja, potem mąż, mama i na końcu tato, ale... wszystkim przeszło, a ja dalej biegałam do kibelka. 

Na szczęście Ola przeszła go najłagodniej. Nie wiem czy to z powodu szczepionki, ale bardzo się cieszę. Przez cały ten czas chętnie jadła, była radosna, zachowywała się jak zawsze, tylko luźne kupki ją męczyły przez kilka dni. Na szczęście z dnia, na dzień ich ilość malała. 

Ja jako matka karmiąca niewiele brać mogłam... jedynie pić, pić i jeszcze raz pić, przez co u mnie to najdłużej trwało, ale na szczęście jakoś dałam radę. Nawet udało mi się schudnąć 2kg :)

Niestety podczas choroby dopadł nas kryzys. Kryzys laktacyjny. Przez pierwsze dni niewiele mogłam jeść i mimo, że starałam się dużo pić, odbiło się to na niewielkiej produkcji mleka. Przystawiałam Olę bardzo często, żeby jakoś pobudzić tą laktację, w pewnym momencie nawet na siłę jadłam, żeby choć trochę pożywienia dostarczyć, w ruch poszedł laktator elektryczny, którego już baaardzo dawno nie używałam i metoda 7-5-3. Przypomniały mi się początki naszej drogi mlecznej i walka o każdą kropelkę mleka... 

Ola nie bardzo chciała współpracować. Przystawiana do piersi bardzo się denerwowała ponieważ od razu nie chciało lecieć, przez co mnie gryzła. W pewnym momencie byłam jednym, wielkim kłębkiem nerwów, który tym bardziej nie sprzyjał laktacji. Poleciały nawet łzy... no bo jak to? W tak głupi sposób, przez głupią chorobę ma się to zakończyć? Jednak nie dałam za wygraną, zaciskałam zęby, przystawiałam Olę mimo jej złości, do upartego, bardzo często. Piłam dużo herbatek laktacyjnych, Femaltiker, starałam się regularnie i pożywnie jeść... i udało się :)

Pokonałyśmy ten kryzys. Cieszę się niesamowicie i odetchnęłam z ulgą, bo właśnie w tych gorszych chwilach uświadomiłam sobie, że absolutnie nie jestem gotowa na to, by odstawić Olę od piersi. Zbyt wiele przyjemności sprawia mi jej karmienie od samego początku, nie licząc pierwszych 4 dni. I mimo, że Oli czasem obojętne, czy pije z butli, czy z piersi, nie chciałabym jeszcze kończyć naszej wspólnej mlecznej przygody :)

niedziela, 11 października 2015

Dzień z życia mamy i 7,5 miesięcznej córki :)

Wreszcie, prawie po 7 miesiącach wyklarował nam się jako taki plan dnia :)

7:00/7:30 pobudka! Mamo, ja nie śpię... i zaczyna się muskanie paluszkami po twarzy, wkładanie paluszków do oka, nosa, buzi, wspinanie się po mnie, sapanie nad uchem... aż w końcu otwieram oczy i co widzę? Uśmiech od ucha do ucha :) Do mniej więcej 8:00 leżymy jeszcze w łóżku, bawimy się, przytulamy, turlamy, itd.


8:00 czas wygramolić się z łóżka. Pierwsza poranna toaleta, zmiana pampersa, przebieranie się i biegniemy do kuchni. Jeśli córka jest łaskawa i ma dobry dzień, sadzam ją na puzzlach, daję zabawki... a sama w tym czasie zabieram się za ćwiczenia. Czasami jednak dziecię nie chce spokojnie siedzieć, marudzi mi nad uchem, włazi pod nogi, jęczy, więc ćwiczenia wykonuję, gdy śpi.
No więc biegniemy do kuchni i jem śniadanko, a Ola mi towarzyszy. Czasem daję jej jakiś biszkopcik, czy chlebek z masełkiem. Potem mamy czas na zabawę i aktywność.


9:00/10:00 zaczyna się marudzenie. To pora na mleczko i drzemkę. Zazwyczaj trwa ona 1h, czasem 1,5h, rzadziej 2h, choć też się zdarza. W tym czasie ćwiczę, jeśli nie było dane mi wcześniej, ogarniam siebie, ogarniam mieszkanie, prasuję, itd.


11:00 gdy dziecię szczęśliwe i wyspane wstaje, wyruszamy na spacer, jedziemy do kawiarenki, czy też na zajęcia. I tak nie ma nas 2-3h. W tym czasie czasem też załatwiamy różne sprawy. Poczta, drobne zakupy, itp. Następnie wracamy do domku na obiad. W tym też czasie karmimy się czy to w parku, czy w kawiarence, albo i w domu jak szybciej wracamy oraz podajemy deserek.




14:30 zabieram się za przyrządzanie obiadu dla siebie i Oli. Czasem stosuję BLW, innym razem podaję jej jedzonko łyżeczką. Są też dni, że nie mam pomysłu, albo czasu mi brak na wymyślanie, więc korzystam wtedy z gotowych dań słoiczkowych, które niekiedy urozmaicam np. dodając ugotowany makaron, kaszę jaglaną, itp.

15:00/15:30 przystępujemy do jedzenia obiadku. Jeśli stosuję BLW ta czynność schodzi nam dłużej, nie popędzam Oli, je sobie spokojnie i powolutku. Wówczas i ja mam czas na zjedzenie. 


16:00/17:00 czas na drzemkę. Myjemy się po obiadku, przebieramy i Ola zazwyczaj zasypia przy piersi. Po pobudce wybieramy się jeszcze na krótki spacer lub odwiedzamy sąsiadki, albo po prostu siedzimy i bawimy się w domku.



19:30 przypada czas na kąpiel. Ostatnio lubimy kąpać się wspólnie. Więc czasem dłużej nam to schodzi. Ola uwielbia kąpać się, w wodzie czuje się jak rybka. Po kąpieli następuje pielęgnacja i jedzonko. 


20:00/20:30 dziecię odpływa :)


2:00/3:00 czasami, ale nie zawsze zdarza się Oli przebudzić na jedzonko.
5:00/6:00 kolejna lub pierwsza pobudka na jedzonko.

Od pewnego czasu i ja staram się szybciej kłaść spać. Dzięki temu następnego dnia jestem wyspana i wypoczęta, gotowa do działania :)

A tak w skrócie:
7:00/7:30 pobudka
9:00/10:00 pierś + drzemka
11:00 spacer/aktywność
12:00/13:00 deser + pierś
15:00/15:30 obiadek
16:00/17:00 pierś + drzemka
17:00/18:00 spacer
~ 19:30 kąpiel
20:00/20:30 pierś + sen
2:00/3:00 0/I pobudka (pierś)
5:00/6:00 I/II pobudka (pierś)

niedziela, 4 października 2015

Wesele, hej wesele! :)

Do ostatniego dnia zastanawiałam się co by tu zrobić, co by wymyślić, by mieć dobry argument, aby nie iść na wesele do koleżanki. Tak baaaardzo nam się nie chciało! Mieliśmy zaproszenie z Olą, ale nie chciałam jej brać ze sobą... nie pobawilibyśmy się za bardzo. Ola jest teraz bardzo ruchliwa, nie wysiedzi nawet chwili na miejscu, wierci się, wspina... Z kolei myśl, że mam ją zostawić na cały dzień i noc samą, doprowadzała mnie do czarnej rozpaczy.

Na wesele jednak nie wypadało nie pojechać. No i w końcu nadeszła sobota. Zostawiłam mamie zapasy mleczka dla Oli, instrukcję co, jak i kiedy i pożegnani buziakiem i słodkim uśmiechem oraz przykazaniem żeby nie dzwonić co chwilę, wyruszyliśmy na wesele. Do samego końca zastanawiałam się, czy dobrze robię?

Pogoda była przepiękna, na ślub i wesele idealna. Para młoda wyglądała pięknie. Madzia miała przecudną suknię, szczerze powiedziawszy podobała mi się nawet bardziej niż moja własna, ale ja w takim fasonie nie prezentowałabym się zbyt korzystnie. 

Kolejny raz sprawdziła się u nas teoria, że jak bardzo nie chce nam się gdzieś jechać, okazuje się, że bawimy się wprost doskonale. I tak też było tym razem. Zabawa była przednia. Zespół rewelacyjny. Daaaawno już tak świetnie nie bawiliśmy się. To było najlepsze wesele na jakim byłam. Jedzenie było przepyszne. Starałam się skosztować wszystkiego... mąż aż się dziwił, gdzie ja to wszystko pomieściłam hehehe, ale jak wszystko było takie dobre, to aż żal było nie spróbować. Myślałam o Oli, zastanawiałam się co w danej chwili robi, czy jest już po obiadku, po deserku, czy jest wykąpana i już śpi... ale ostatecznie napisałam do mamy dwa smsy, a myśli krążące wokół niej nie przeszkadzały mi w dobrej zabawie. 

A Ola? Z babcią miała się bardzo dobrze. Była grzeczna, wszystko pięknie zjadła i poszła spać. Chyba nawet nie zauważyła, że mnie nie było. A rano po przebudzeniu powitało mnie zdjęcie mojej córki stojącej na nóżkach w swoim łóżeczku. Jak dobrze, że dwa dni temu obniżyliśmy poziom materaca, aż strach wyobrazić sobie, co mogłoby się stać. Zdecydowanie trwający 8 miesiąc jest u nas bardzo przełomowy. Zdecydowaliśmy, że na poprawiny jednak nie zostaniemy. Co za dużo to nie zdrowo, tak na pierwszy raz :)


A ja? Cieszę się, że zdecydowaliśmy się pojechać na to wesele :)