sobota, 4 kwietnia 2015

Kryzys...

Dopadł mnie kryzys, nielaktacyjny. Chyba pomyliły się nam miesiące. Ten drugi, zdecydowanie powinien być chyba tym pierwszym. Ktoś ukradł mi dziecko. Gdzie jest moja Ola? Nie poznaję Jej. Od kilku dni w ciągu dnia (Bogu dzięki, że w nocy ładnie śpi) zrobiła się marudna, płaczliwa, cały czas chciałaby na rączkach być noszona, spać, przytulać się do piersi... Czyżby to pierwszy skok rozwojowy?

Gdyby tego było mało, dopadła nas ciemieniucha. Borykamy się z nią trzeci dzień, mam wrażenie, że tak jakby powoli łagodnieje... ale oprócz niej Ola dostała wysypki na buzi i tu jest problem, bo nie wiem, czy to w związku z ciemieniuchą, czy to trądzik niemowlęcy, czy też uczulenie na coś (Boże błagam, byle tylko nie na białkooooooooo). I jest mi źle, jestem bezradna, bo nie wiem co jest tego przyczyną i jak działać, co robić? W środę mamy szczepienie, mam nadzieję, że dowiem się co to, ale czy w związku z tą wysypką, do szczepienia dojdzie?

Czuję się podle! Jestem trochę bezradna, bo nie wiem jak pomóc mojemu Dziecku. Nie wiem jak ulżyć Jej, gdy płacze... Złoszczę się na Nią, a potem mam wyrzuty sumienia, bo przecież to nie Jej wina. Jestem okropna! :(

Ola uspokaja się jedynie na spacerach. Dzisiaj dała nam tak do wiwatu, że o godzinie 18:00 już sobie nie radziłam, więc opatuliłam Ją, wsadziłam w wózek i poszłyśmy na spacer. Dziecka nie było. Spała cały spacer, ale jak tylko przekroczyłyśmy próg mieszkania, obudziła się i zaczęła marudzić. Na szczęście o 20:30 wykąpałam ją w dużej ilości cieplutkiej wody, nakarmiłam i słodko sobie śpi.

Myślałam, że z tego wszystkiego dzisiaj będę ryczeć, ale... spacer mi pomógł. Przewietrzyłam się, mogłam patrzeć jak spokojnie śpi moje Dziecko i jakoś tak lepiej mi się zrobiło, ulżyło mi i zyskałam nowe pokłady cierpliwości i wytrwałości. Musimy to przetrwać. Za jakiś czas na pewno będzie lepiej :)

Niestety, Świąt nie czuję w ogóle. A miały być takie piękne, rodzinne, w nowym mieszkaniu, z Olą na świecie, a tymczasem jutro Wielka Niedziela, a ja mam wrażenie, jakby to był zwykły, niedzielny dzień. No ale... może jutro coś się odmieni... :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza