niedziela, 4 marca 2018

Minęło tyle czasu...

Ciężko było tu powrócić i coś napisać. Nie raz miałam taką ochotę, ale najzwyczajniej w świecie jakoś nie potrafiłam znaleźć czasu. Bardzo żałuję tego, ponieważ w ciąży z Olą oraz w jej pierwszych miesiącach i latach życia udało mi się uwiecznić tu wiele wspaniałych wspomnień, szkoda, że tym razem nie udało mi się tego zrobić.
Choć drugą ciążę wspominam wspaniale i nie raz myślę sobie, że chciałabym jeszcze kiedyś nosić pod sercem malutkiego człowieczka... i choć poród miałam cudowny to pierwsze miesiące z Zosią były dla mnie bardzo ciężkie.
Dopiero teraz tak naprawdę zmierzyłam się z prawdziwym macierzyństwem... nie dlatego, że jestem mamą dwójki dzieci, że jest ciężej... ale dlatego, że dopiero teraz poczułam co to jest strach o zdrowie swojego ukochanego dziecka.
Zosia urodziła się zdrowa. Pierwsze doby mijały nam spokojnie. Wyszłyśmy po 2 dniach ze szpitala, tak jak z Olą... niestety, po kolejnych 2 wróciłyśmy z bilirubiną 25. I wtedy właśnie wszystko się zaczęło... To było 6 najgorszych miesięcy mojego życia. W szpitalu spędziłyśmy 6 dni, wyszłyśmy warunkowo, że wrócimy za 2 dni jeszcze raz zbadać poziom bilirubiny. Po jakimś czasie od powrotu ze szpitala Zosia wręcz nie lubiła być dotykana, nie lubiła jak się ją brało na ręce, w chwili płaczu nie mogłam jej utulić w ramionach, co niesamowicie mnie bolało, musiałam pozostawić ją samą sobie, aż się wyciszy. Okazało się, że Zosia ma wzmożone napięcie mięśniowe oraz asymetrię. Kosztowało nas to wiele wizyt u fizjoterapeutów i ćwiczeń oraz konsultacji u neurologa ale jesteśmy na dobrej drodze. Dodatkowo po miesiącu prawidłowy w szpitalu poziom transaminaz Zosi wzrósł dość znacznie, po kilku badaniach padło podejrzenie ciężkiej i nieuleczalnej choroby genetycznej. Na wyniki czekaliśmy prawie 2 miesiące i przez te 2 miesiące myślałam, że się wykończę. Nie było dnia, żebym nie myślała, nie płakała, tak strasznie się bałam... Ostatecznie okazało się, że to fałszywy alarm. Boże! Kamień spadł mi z serca! Mimo wszystko, te wszystkie zawirowania zdrowotne wymagały od nas mnóstwo wizyt, konsultacji, badań, poświęconego czasu, co mnie niesamowicie w pewnym momencie zmęczyło, potrzebowałam po prostu odpocząć, bo w pewnym momencie miałam już wszystkiego serdecznie dość. Obecnie Zosia wzorowo i szybko się rozwija. Dogania Olę pod każdym względem. Obecnie kilka dni temu skończyła 10 miesięcy, raczkuje, staje, chodzi przy meblach i jest bardzo ale to bardzo pogodną dziewczynką. Jest całkiem inna jak Ola. Bardziej rozważna, badzie delikatna (oj tak... na szczęście kolek nie miała, ale jak idą zęby to... żyć się odechciewa, no ale jakoś i to przetrwamy). Jest też bardziej samodzielna, nie potrzebuje nas na każdym kroku, potrafi sama sobą się zająć, pobawić, jest bardzo ciekawa świata ale... myślałam, że pod względem chodzenia, wspinania się gdzie popadnie, rozbijania będzie bardziej spokojna od Oli,  wychodzi na to, że nic z tego... Będzie z niej jeszcze większy rozbijaka! Przysięgam, szybko osiwieję przez te moje dziewczyny ale co ja bym bez nich zrobiła? Świata sobie już bez nich nie wyobrażam... :)


sobota, 3 czerwca 2017

Moje wszystko...

Jestem najszczęśliwszą mamą pod słońcem. Mam przy sobie dwa cudowne Skarby. Czasem nie wiem w co ręce włożyć, często na wszystko czasu brak, ale nie cofnęłabym czasu za nic w świecie. Jest idealnie, tak jak sobie wymarzyłam.
Zosia jest idealna. Przyszła na świat tydzień po terminie, w niedziele tak jak jej starsza siostra, dzień przed moimi urodzinami. Poród wspominam wspaniale. Tak samo jak z Ola, tak i tym razem udało mi się rodzić ze świetną koleżanka i wiąże to wspaniałe, niepowtarzalne przeżycie z cudownymi wspomnieniami.
Zosia jest inna z wyglądu niż Ola, choć bywają momenty że jednak w pewien sposób przypomina Ole. Z kolei z zachowania póki co jest identyczna jak ona. Cały czas przeważnie tylko je i śpi. Omijaja nas kolki i problemy brzuszkowe. W nocy tez da nawet pospać, budzi sie co 2,5-3h żeby zjeść i dalej idzie spać  Przygotowuje się więc na hardcore za parę miesięcy jak Zosia się uruchomi... Jeśli pójdzie w ślady starszej siostry, biedny mój żywot hehehe :)
Ola przyjęła siostrę nad wyraz wspaniałe. W ogóle póki co nie okazuje zazdrości. Zabawia Zosie, bezinteresownie podchodzi i przytula, całuje, robi "cacy, cacy" po główce i ogólnie jest do niej bardzo pozytywnie nastawiona :)
Szczęściara ze mnie, nie ma co!

wtorek, 11 kwietnia 2017

Achh ten kwiecień...

Kwiecień jest i będzie dla nas wszystkich bardzo przełomowym miesiącem.

Do terminu porodu zostały nam już tylko 4 dni, aczkolwiek nic nie wskazuje na to, by miało się coś wcześniej zadziać... Ciekawe czy Zosia będzie tak samo uparta i może zechce zrobić mamie prezent na urodziny 24 kwietnia? Liczę jednak na to, że zechce wcześniej się urodzić :)
Wczoraj byłam na ostatnim USG, mała waży 3300g, dr stwierdził, że wielkoludem nie będzie. Ola na tym samym etapie ważyła 3400g. Ciekawa jestem, jaka będzie faktyczna masa Zosi przy urodzeniu, ale chciałabym, żeby jednak nie przekraczała 4kg, tak jak Oli :) Wszystko zależy od tego, kiedy zechce powitać świat... w ciągu tych kilku najbliższych dni może jeszcze troszkę ciałka nabrać i urosnąć :)

Ja póki co niezmiennie czuję się bardzo dobrze. Wszyscy się dziwią i wielkie oczy robią, gdy mówię na kiedy mam termin. Cieszę się, że tak świetnie trzymam się do samego końca, mam nadzieję, że dzięki temu będzie mi łatwiej rodzić i też szybciej dojdę do siebie po porodzie :)
Chyba nie muszę wspominać, że ciąża minęła mi błyskawicznie? No po prostu nawet nie wiem kiedy...

W kwietniu w szczególności dla Oli nastąpi wiele zmian. Zdecydowaliśmy z mężem, że poślemy ją jednak do przedszkola. Zapewne dałabym sobie radę z dwójką dzieciaków w domu, ale... uważam, że Ola jest już na takim etapie, że powinna iść do dzieci. Sama nie będę w stanie zapewnić jej tyle atrakcji, zajęć, zabaw, co da jej przedszkole... Ona spędzi czas z rówieśnikami, ja będę miała trochę więcej czasu do południa, żeby poświęcić go Zosi i myślę, że nikt nie będzie pokrzywdzony i każdy na tym dobrze skorzysta. Boję się tylko okropnie chorób, które Ola będzie przynosić z przedszkola ale cóż... no nie unikniemy ich prędzej czy później, więc jak już trzeba, to niech te dzieciaki nabierają odporności od samego początku. Póki co do tej pory udało nam się uniknąć antybiotyków u Oli, wszystkie choroby kończyły się na wirusach, katarach i kaszlach, z którymi sobie nieźle radzimy, więc mam nadzieję, że tak zostanie :)

Wahaliśmy się, czy posłać Ją od kwietnia, czy odczekać jakiś czas po porodzie i dopiero wtedy, ale uznaliśmy, że może od początku kwietnia zdąży się zaadoptować, a z kolei gdybyśmy posłali ją później, bałam się, że mogłaby poczuć się odrzucona. Póki co jest dobrze. Idzie raz chętnie, raz mniej... zależy od humoru, ale będąc w przedszkolu Pani mówi, że nie ma do niej żadnych zastrzeżeń. Nie płacze, ładnie się bawi z rówieśnikami, czynnie bierze udział w zajęciach jako jedna z pierwszych, jest aktywna i bardzo samodzielna, co pani się bardzo podoba. No i co najważniejsze, uwaga uwaga... w grupie, w końcu zaczęła jeść!! Chyba nic mnie tak nie cieszy, jak właśnie ta informacja. Z przedszkola wychodzi uśmiechnięta, radosna i buzia jej się nie zamyka...

Przed nami Święta Wielkanocne... jednak przeplatają się one z oczekiwaniami przyjścia na świat Zosi, tak więc trochę nie do końca je czuję, bo nie wiem czego mamy się spodziewać. Wszyscy jesteśmy ciekawi, czy Zosia zechce powitać te Święta jeszcze w brzuszku, w szpitalu czy może już w domku, razem z nami wszystkimi... Tak więc czekamy... :)

niedziela, 5 marca 2017

Nie nadążam za biegnącym czasem...

Oglądam się za siebie i nie mogę się nadziwić, ale jak to? Przecież dopiero co Ola świętowała swój pierwszy roczek, a za sobą właśnie ma już 2 urodziny. Przecież dopiero "kilka dni temu" robiłam test, a wczoraj zaczęłam już 34 tydzień ciąży. W głowie mi się to nie mieści... i szczerze powiedziawszy płakać mi się chce, że ten czas tak szybko pędzi...

Moja dziewczynka mi dorasta! Nie jest już malutkim niemowlakiem, nie jest już nawet roczniakiem, to bardzo mądry, rezolutny, bystry i nadal "twardo stąpający po ziemi" już 2 latek. Dorosła nam ta nasza dziewczynka. Potrafimy się już bardzo ładnie porozumiewać, choć jeszcze nie mówi jakoś super w porównaniu do innych dzieci, jednak z dnia, na dzień robi ogromne postępy. Udało nam się przed 2 urodzinami odpieluchować (z wyjątkiem nocy, bo w nocy jeszcze lubi się napić i nie kontroluje sikania), wszystkie butelki ze smoczkiem zabrały myszki, no i coraz częściej przesypia całe noce. Niestety zmagamy się z lekką anemią, codziennie musimy podawać jej żelazo, wyniki hemoglobiny są troszkę poniżej normy, a nasza panna mięsa nie ruszy, ryb, nie ruszy, z warzywami to bywa różnie... najchętniej jadłaby makaron, zupy, itp. Trzeba nieźle kombinować i główkować jak jej to wszystko przemycać i czasem się uda, a czasem niestety nie. Na szczęście rozwija się bardzo dobrze, ogólnie bardzo dużo się rusza, więc stąd też może należy do tych drobniejszych dzieci. Na bilansie 2 latka kilka dni temu ważyła 11,6kg i miała 87cm wzrostu. Jest wszędzie, nadal przy niej trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo trzymają się jej głupkowate pomysły. Ot, taki z niej nasz mały Zbój :)


A ja? Czuję się rewelacyjnie. Wczoraj zaczęłam 34tc, już coraz mniej dni zostało do porodu. Tak właściwie to już się coraz mniej martwię, że gdyby nie daj Boże coś, mój maluch powinien sobie dobrze poradzić poza moich brzuszkiem. Póki co jeszcze sporo się ruszam, chodzę z Olą na różne zajęcia, spacerujemy, brzuch choć troszkę większy niż w ciąży z Olą, to i tak niewielki, więc jeszcze nie ciąży, kręgosłup nie boli, także... no cóż... tylko w ciąży mi chodzić :) Jestem bardzo szczęśliwa, że kolejny raz mam taką udaną i szczęśliwą ciążę. Byłam pewna, że za drugim razem może być ciężej, bo wiadomo, Olę trzeba czasem podnieść, dźwignąć jak jesteśmy same, to też bałam się, że znowu zacznie mi się szybciej skracać szyjka, tak jak z Olą, a tu nic... Zero plamień, szyjka długa i zamknięta, bóle podbrzusza są ale to normalne i jakoś mi bardzo nie doskwierają... także ekstra!

A Zosia? O rety, całkowite przeciwieństwo Oli. Jest mega ruchliwa. Na szczęście bardzo łaskawa, bo rozciąganie w brzuchu i kopniaki nie są bolesne, w sumie to nawet lubię jak się wierci i ciągle daje o sobie znać... Dzięki temu nie muszę się zastanawiać, tak jak z Olą "O Boże, czy ona się dzisiaj ruszała???", ileż to razy zbierałam się już na IP. Tym razem nie muszę się martwić, ani stresować... Wystarczy, że pomyślę o niej, a ona daje znak. Ciekawa jestem jaka będzie, gdy się urodzi, czy będzie miała podobny charakter do Oli, czy całkiem przeciwny... :) Ola również dużo o Zosi mówi. Cieszę się, że jest świadoma tego, że niedługo pojawi się w domu malutki człowieczek, że będzie płakał, że będzie potrzebował więcej uwagi, trzeba go będzie dużo przytulać, karmić, przebierać, kąpać... Ola ciągle powtarza, że będzie we wszystkim pomagać... Codziennie rozmawiamy z nią o Zosi, dużo tłumaczymy, czytamy książeczkę. Jednak tak naprawdę to nie jestem pewna, czy zdaje sobie do końca sprawę, co ją czeka. W każdym razie wierzę, że akceptacja nowego człowieczka w naszej rodzinie przebiegnie nad wyraz dobrze :)

poniedziałek, 9 stycznia 2017

To będzie wyjątkowy rok...

Za sobą mamy 2016 rok. Nowy Rok mieliśmy witać w gronie znajomych, niestety moja choroba pokrzyżowała nam plany. Dokładnie dzień przed Sylwestrem dowiedziałam się, że mam zapalenie oskrzeli, nie wiem jak, nie wiem skąd, no ale przyplątało się i rozłożyło mnie na łopatki. Lekarz przepisał mi nawet antybiotyk, ale odmówiłam jego przyjęcia. Łudziłam się nadzieją, że zapalenie to okaże się wirusowe, nie bakteryjne. Dałam sobie 2 dni, jeśli by się nie polepszyło, wzięłabym ten antybiotyk. Na szczęście okazało się, że to jednak wirus, wystarczył syrop, inhalacje, spray i hektolitry ciepłych napojów z cytryną, imbirem i miodem. Po 5 dniach oskrzela były czyste :) Bałam się też, żeby Ola czegoś nie złapała, na szczęście uchroniła się.

Mimo, że Nowy Rok nie zaczął się dla mnie zbyt dobrze, mam nadzieję, że jego reszta będzie wspaniała. Nasze życie ponownie zostanie przewrócone do góry nogami. Już niedługo (bo przecież do kwietnia czas tylko śmignie) powitamy kolejną córeczkę na świecie. Nie mogę się doczekać tej chwili, a jednocześnie cała drżę, jak to będzie? Będzie ciężko, to wiem... ale mam nadzieję, że poradzimy sobie mimo wszystko, mimo wszystkich przeciwności i trudniejszych chwil. Właśnie mijają nam ostatnie dni 6 miesiąca. Lada dzień zacznę III trymestr i uwierzyć nie mogę, że już tyle za nami. Powoli kompletuję wyprawkę, choć większość rzeczy mam po Oli, więc nie muszę się martwić. Głowę natomiast zaprząta mi myśl, jak urządzić pokój dziewczynek. Chciałabym go przemalować. Znalazłam już obrazki które wydrukuję i powieszę. Znalazłam też śliczne obrazki z pierwszą literką imienia, do których dorobię metryczki dziewczynek :)

Poza tym czuję się wspaniale. Brzuch co prawda jest o wiele większy niż w pierwszej ciąży, ale póki co jeszcze mi nie ciąży, ani mnie przeszkadza. Cały czas jestem mobilna i póki co nie doskwierają mi przykre objawy ciążowe. Mała rośnie jak na drożdżach i wszystko wskazuje na to, że wagowo może być podobna do Oli, także powoli przygotowuję się na kolejne 4kg szczęścia.

Moje Szczęście kochane! :)

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Ciąża...

Kocham ten stan!


Uwielbiam być w ciąży :)


22 tygodnie ciąży nam mija, a ja czuję się rewelacyjnie. Oby tak dalej...

piątek, 2 grudnia 2016

Połowa za nami...

Czas pędzi nieubłaganie, nie da się temu zaprzeczyć... Pierwsza połowa tej drugiej ciąży minęła mi zdecydowanie szybciej niż z Ola, obawiam się że druga poleci jeszcze szybciej i nim się obejrzę, będzie już kwiecień, Święta... I mały Bombelek przyjdzie na świat. Tak, tak... mam termin na 16 kwietnia - Wielkanoc. Mam jednak wielka nadzieje, że urodzę przed lub po Świętach.

Jaka była ta pierwsza połowa? Różnie bywało... dopadło mnie trochę dolegliwości takich jak migreny na początku, częste bóle głowy, w II trymestrze nawet miałam epizod mdłości i nawet zdarzyło się że wymiotów... na szczęście wszystko przeszło. Teraz już od pewnego czasu czuję się rewelacyjnie i oby tak do końca.

Na chodzie jestem cały czas mimo,  że zwolnienie wzięłam od 14 tygodnia ciąży. Codziennie albo prawie codziennie staram się z Ola spacerować, jak nie z wózkiem to z Ola na nóżkach, co jest niestety nie lada wyczynem bo Ola jest nieposłuszna, za rękę absolutnie nie chce chodzić i wybiera swoje własne ścieżki, przez co czasem słowo daję, osiwieć można.  Także trochę nabiegać się za nią trzeba, dzięki czemu mam nadzieję utrzymać dobrą formę aż do porodu hehehe.

Przytyło mi się 3kg do tej pory. O wiele mniej niż z Ola na tym etapie, ale zapewne jest to wynikiem tego, że po ciąży niestety nie wróciłam do wagi sprzed i jakieś tam zapasy zostały. Modlę się tylko by nie przybyło aż 20kg tak jak z Ola. Oczywiście pęd do słodkiego znowu włączył się w drugiej połowie ciąży, rety no nie mogę się opędzić choć bardzo się staram :( Brzuch jest zdecydowanie większy niż z Ola na tym etapie, bo już ukryć się nie da... a z Ola to nic jeszcze nie było widać :)

I co najważniejsze... dowiedzieliśmy się wczoraj po raz trzeci, że w brzuszku rośnie i nieźle fika (zdecydowanie bardziej niż Ola) druga dziewczynka. Radości nie było końca! Będzie mała Zosia 😍 Ola będzie miała siostrzyczkę, bardzo, bardzo wierzę że dogadają się... a że Zośki to charakterne dziewuchy to mogę się szykować, że nie będzie łatwo ogarnąć te dwie złośnice. Aż się boję!!! 😂

środa, 9 listopada 2016

Końcówka 4 miesiąca ciąży :)

Chyba najwyższa pora coś tu napisać... bo czas płynie, ciąża leci tydzień za tygodniem, a ja się obijam :) Niebawem kończę 4 miesiąc ciąży. Za mną prawie 18 tygodni ciąży.

Zdecydowanie ta ciąża jest inna niż z Olą zarówno pod względem emocjonalnym, jak i fizycznym. Co prawda sił póki co nie brakuje mi, staram się z Olą codziennie spacerować, zresztą samo bieganie za tym małym, nieposłusznym gagatkiem to dla mnie niezły sport. Jeśli chodzi o objawy to niestety tu kilka się pojawiło. Standardowo w I trymestrze dopadła mnie senność, czasem ciężko było mi wytrzymać w pracy, dziewczyny trochę się dziwiły, być może coś podejrzewały, ale żadna nic nie powiedziała... o ciąży dowiedziały się w okolicach 12 tygodnia i były baaaardzo zdziwione, no bo jak to? Przecież nic po mnie nie było widać :) Doskwierały mi też częste bóle migrenowe z towarzyszącymi przed, aurami. Na szczęście odkąd poszłam na zwolnienie, to pobolewa mnie jedynie głowa, migreny póki co odpuściły na szczęście. Poza tym co mnie zdziwiło, to w II trymestrze przypałętały się do mnie nudności i czasem nawet wymioty! O zgrozo, w porę i w czas, no wiecie cooooo? Na szczęście nie są jakieś bardzo uciążliwe i daję radę :) Poza tym reszty objawów brak. Rosnącego brzucha brak, choć wreszcie lekko się zaokrąglił i póki co rosnących kg też brak, póki co przytyłam niecały kilogram, natomiast z Olą na tym etapie ciąży miałam już chyba z 5kg dodatkowych. Oby tak dalej! :)

Mówi się, że w drugiej ciąży szybciej czuć ruchy dzieciątka i u mnie się to sprawdziło. Od tygodnia czuję, jak Maluch się rusza, co prawda jeszcze sporadycznie, ale codziennie jednak daje o sobie znać i nie pozwala absolutnie o sobie zapomnieć. Bardzo, bardzo mnie to cieszy, nie mogłam się ich doczekać... :)

Byłam dzisiaj również na wizycie. Badania są dobre, szyjka zamknięta. Udało mi się nawet podglądnąć Maluszka. Myślałam, że poznam nawet płeć... Niestety nie do końca dobry sprzęt i kiepski obraz troszkę uniemożliwiły to lekarzowi... Patrzył, patrzył i powiedział, że według niego to ....... póki co nie powiem kto, ale kazał na razie nie brać tego do siebie na 100%. Więc jeszcze czekamy, być może 1 grudnia, na USG połówkowym już na 100% płeć Maluszka zostanie potwierdzona :)

niedziela, 16 października 2016

Smoczek myszki zabrały...

Piszę, póki znalazłam odrobinę wolnej chwili i chęci... póki dziecię śpi, wykorzystam ten czas :)

Trochę nam się drzemka przesunęła, a wszystko to za sprawą... braku smoka. Tak, tak... podjęłam decyzję, że to właśnie ten czas, najlepszy na odsmoczkowanie... Były już momenty, że Ola domagała się smoczka tylko do spania... a potem zaczęły wychodzić kolejne zęby i o smoka krzyczała nawet w ciągu dnia, potrafiła go memlać godzinami. Obiecałam sobie, że gdy wyjdą wszystkie trójki, kategorycznie bierzemy się za odsmoczkowanie... Niestety dwie trójki wyszły, a kolejne dwie na razie nie chcą... a że właśnie poszłam na zwolnienie, mam teraz mnóstwo czasu dla Oli, postanowiłam, że zabierzemy się za to już teraz.

Zależało mi, żeby smoczek zniknął z jej życia, zanim pojawi się drugi Maluch, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że przy drugim dziecku mogłoby mi być trudniej, gdyby to drugie też smoka ssało, a że wielką przeciwniczką nie jestem, uważam że to ogromne ułatwienie, smoczka drugiemu na pewno dam. Kwestia tego, czy załapie? :)

W każdym razie decyzję podjęłam spontanicznie, trochę też pod wpływem chwili, bo koleżanka na forum w tym samym czasie postanowiła syna odsmoczkować, więc się wspieramy razem. Nasz smoczek myszki zabrały, nagle zniknął i nie ma... 

Dzisiaj mija tydzień odkąd smoczka brak, a ja zauważyłam w Oli zachowaniu ogromne postępy. Stała się bardziej samodzielna, w końcu potrafi sama się sobą zająć, pobawić się. Zrobiła się jeszcze bardziej kochliwa, przytulaśna i całuśna, no po prostu taki pieszczoszek :) Nawet moja mama odniosła wrażenie, że odkąd zabrałam Oli smoka, ona się zmieniła. Nie marudzi już tak, jest ciągle radosna i pogodna :) Nie wiem, czy to faktycznie ma związek z odstawieniem, ale pozostało mi jedynie cieszyć się.

Pierwsze dni były ciężkie. Przez 2-3 noce Ola budziła się 2 razy w nocy i popłakiwała, czasem nawet bardzo, widać było, że brakuje jej tego smoka... ale przytulałam ją, byłam wytrwała i opłaciło się to nam. Obecnie zasypia ładnie, w nocy budzi się tylko napić i od razu zasypia, a do nas (częściej do mnie, bo mąż w tygodniu już jest w drodze do pracy) przybiega rano z szerokim uśmiechem na przytulanie :) 

Nie wiem, czy już możemy się cieszyć, ale ja uznaję to już za nasz mały sukces i jestem z Oli bardzo dumna, że tak ładnie radzi sobie bez smoka :)

wtorek, 4 października 2016

Szczęśliwa dwójeczka... :)

A cóż to DWA może oznaczać? A no nic innego jak cudowne dwie kreski na teście ciążowym, druga ciąża i nadchodzący lada dzień drugi trymestr. 

Nie będę ukrywać, że byliśmy niesamowicie zaskoczeni. To nie tak, że nie planowaliśmy, bo planowaliśmy drugą ciążę... a raczej starania o nią... od września. Tymczasem los delikatnie pokrzyżował nam plany, ale absolutnie nie mamy mu tego za złe i nawet cieszymy się. Po prostu po badaniu USG w lipcu wyszło, że po lipcowym cyklu raczej nie mamy na co liczyć, więc... no skoro nie mamy na co liczyć to co się będziemy... no i cóż, wyszło jak wyszło :) Dzięki temu zaoszczędziliśmy sobie nerwów, stresu, itd. bo już zaczynałam powoli biadolić, że znowu pojawią się problemy.

Tymczasem za chwilę zacznę II trymestr ciąży i czuję się świetnie! Ciążę póki co przechodzę tak samo jak z Olą. Póki co brzuch nie rośnie i kg na wadze też nie. Za to Ola przytula się do brzucha, pokazuje gdzie jest Dzidziuś, masuje i całuje go, jest to niesamowicie wzruszające.

Zgodzę się jednak, że drugą ciążę pod względem emocjonalnym przechodzi się inaczej niż pierwszą. Nie mam za bardzo czasu teraz rozmyślać. Czas płynie niesamowicie szybko. Dopiero co zobaczyłam dwie kreski na teście, a zaraz rozpocznę drugi trymestr. Nim się obejrzę, będzie kwiecień i będę tulić moje drugie Maleństwo w ramionach :)

A tymczasem... zaczynamy odliczanie 9 miesięcy od początku :)

czwartek, 15 września 2016

Idzie nowe... :)

Sporo czasu mnie tu nie było, jednak ostatnio jakoś nie po drodze mi na bloga, ale niedługo się to zmieni i będę mogła nadrobić stracony tutaj czas :)

Za nami cudowne wakacje spędzone znowu nad polskim morzem i znowu w fajnym, sąsiedzkim towarzystwie. My mieliśmy z kim pogadać i spędzić wspólnie czas, Ola miała z kim pobawić się na plaży. Radości dzieciaków na widok wielkiej piaskownicy i morza nie było końca.
Zdecydowanie wakacje poza sezonem i w naszym kraju to strzał w 10. Obawialiśmy się pogody, ale ona tak jak by czekała na nasz wyjazd i akurat w trakcie pobytu nad morzem świeciło piękne, wrześniowe słońce. W sumie często jeździmy poza sezonem i pogoda jeszcze nas nigdy nie zawiodła. Wakacje możemy zaliczyć do bardzo, bardzo udanych. Wszyscy sobie odpoczęliśmy, zrelaksowaliśmy się, nie myśleliśmy o pracy, cieszyliśmy się sobą ile tylko się da :)

Ola w sierpniu skończyła 1,5 roku i już wiem, że nim się obejrzę, trzeba będzie zająć się organizacją 2 urodzin. Tak samo było dokładnie rok temu. Ten czas zasuwa jak oszalały, czasem bardzo żałuję, bo uwielbiałam Ole taką maluśką, bezbronną, niepsocącą tyle, nie biegającą gdzie popadnie... a z kolei teraz jest już taką fajną, kumatą dziewczynką. Szkoda tylko, że ma zawzięty charakterek i nie chce się nic słuchać, głowę ma pełną zwariowanych pomysłów, a ja muszę mieć dosłownie oczy dookoła głowy, bo aż strach pomyśleć co jej może strzelić do główki. Doprawdy nie wiem, po kim to dziecko jest takie szalone. Przecież zarówno ja, jak i mąż byliśmy spokojni, jak byliśmy mali. Ilekroć zadaję sobie to pytanie, nie znajduję na nie odpowiedzi.

czwartek, 21 lipca 2016

Co nowego u nas...? :)

Mam wrażenie, że nie było mnie kupę czasu... to miejsce zaszło niesamowicie kurzem, chyba trzeba troszkę je przewietrzyć i odświeżyć, ale co, jak wiecznie czasu brak.

Po pracy biegnę szybko do domu żeby jak najwięcej czasu spędzić tylko z Olą, żeby nacieszyć się każda wolną chwilą z nią, zwłaszcza teraz kiedy jeszcze jest ciepło, kiedy dużo dzieci na patio pod blokiem. Czasem nawet szkoda mi tracić czas na sprzątanie w domu, czy prasowanie... wolę iść z Ola na spacer,  spotkać się z innymi dziećmi czy też pobyć z nią na placu zabaw czy też sam na sam :)

Ola zmienia się niesamowicie... jakiś czas temu w pracy miałam niesamowicie ciężki tydzień bo każdy dzień pracowałam do 20, tak jakoś wyszło... w weekend nie mogłam nadziwić się jak Ola zaczęła powtarzać mnóstwo słów, mówić coś po swojemu, odpowiadać "tak", "nie" na wszystkie pytania, nie mogę doczekać się aż wreszcie sobie razem porozmawiamy :)

Jesteśmy po ostatniej dawce pneumokoków i kolejnej chyba przedostatniej błonnica-tężec-krztusiec. Przed nami jeszcze ostatnie dwa kłucia za kilka tygodni i mamy spokój na dłuższy czas... choć międzyczasie zastanawiam się jeszcze nad ospą.

Ola na obecną chwilę waży 10500g i ma 82cm wysokości... Śpi już we własnym, prawie dorosłym łóżeczku... ściągnęliśmy jej jeden bok łóżeczka (drugi jest od ściany) i zamontowaliśmy jedynie ochronną barierkę i uważam że był to super pomysł... Ola swobodnie wychodzi i wchodzi sobie do łożeczka... mi jest dobrze przy niej usiąść, coś przeczytać,  zaśpiewać, pogłaskać, przytulić czy nawet odłożyć do łóżeczka :)

Od jakiegoś tygodnia z własnej woli przestała pić MM (tak więc jesteśmy odcyckowani i odmlekowani, został jeszcze tylko smoczek i załatwianie do nocnika) i zaczęła przesypiać całe noce. Wczesniej też bardzo ładnie spała i budziła się ewentualnie raz na picie albo żeby przyjść do nas do łóżka :)

Uparte z niej dziecko i charakterne niesamowicie... czasem jak zasadzi fochem to nie wiem czy mam się śmiać czy płakać :) Jest już na tyle kumata że świadomie potrafi odpowiedzieć czy jest głodna, co chce jeść (w jej menu króluje twaróg, jogurt naturalny, pomidor, kiełbaska) czy chce jej się pić, czy chce iść spać, sama wybiera bajki które chce czytać, czy oglądać... Obecnie furorę u nas robi bajka Masza i niedźwiedź... czasem siedzimy wszyscy razem i śmiejemy się do rozpuku :D

I tak sobie leci u nas dzień za dniem... :)

poniedziałek, 23 maja 2016

15 miesięcy za nami

Leci ten czas jak oszalały. Dopiero co swietowalismy roczek Oli, a tu już mija 15 miesięcy.
Na nudę nie narzekamy. Przy Oli nie ma najmniejszych szans na nią. To tak żywiołowe dziecko, wszędzie jej pełno,  na miejscu przez minutę nawet nie usiedzi, do wszystkich się szczerzy, jest bardzo radosna i pogodna, to się nie zmieniło. .. tak samo jak to że trzeba ja mieć na oku i mieć oczy dookoła głowy bo pomysłów ma całe mnóstwo, niekoniecznie mądrych :)

Od pewnego czasu zasypia już sama w lozeczku, co mnie niesamowicie cieszy bo myślałam że to już nigdy nie nastąpi. Wczesniej łóżeczko to było zło konieczne. Dała się do niego odłożyć tylko wtedy, jak spala... Obecnie, po kąpieli i czynnościach pielęgnacyjnych wędruje prosto do łóżeczka,  wypija mleczko i idzie grzecznie spać :) Tak więc ten etap można uznać za pdhaczony, następna czynnością będzie odpieluchowanie i odsmoczkowanie, jednak na to mamy jeszcze trochę czasu :)

Jesteśmy już po szczepieniu MMR. Obawiałam się go i trochę odwleklam w czasie, na cieplejszych okres i prawie dwa tygodnie temu w końcu zdecydowałam się Ole zaszczepić. Waży juz 10kg i mierzy 76cm długości :)

Problem mamy z jedzeniem. Jak śniadania zazwyczaj bardzo ładnie zjadła, to z obiadami mamy problem. Jednego dnia zje pięknie,  innego dnia nic nie ruszy... I weź tu się człowieku gimnastykuj. No nic, nie to nie... Sama już nie wiem czym to jest spowodowane... koleżanki twierdzą że może to przez żeby.

A jeśli o nich mowa to... stan uzębienia w końcu nam się zmienił.... Do roku czasu Ola miała tylko dwie dolne jedynki. Niedługo po nim wyszła dolna dwójka... potem górna jedynka i teraz niedawno przebiły jej się cztery czwórki! :) Obyło się bez większego cierpienia, nieprzespanych nocy... okupione niestety były za każdym razem lejącym, wodnistym i męczącym katarem. Poza tym zdrówko niezmiennie jej dopisuje i na szczęście nic  gorszego nie przyplątuje się :)

poniedziałek, 2 maja 2016

Koniec...

Kilka dni temu zakończyła się nasza wspólna droga mleczna. To było 14 cudownych miesięcy, kiedy karmiłam moje dziecko piersią, kiedy czułam, że daję jej wszystko to, co najlepsze, chwil które sprawiały mi ogromną przyjemność.

Z jednej strony cieszę się, że stało się to tak naturalnie, z dania na dzień, bez zastojów i bólu piersi. Ostatnimi czasy karmienie bywało dla mnie dosyć uciążliwe. Po całym dniu w pracy, Ola rekompensowała sobie brak piersi po moim powrocie. Bywało tak, że w nocy nie chciała ssać, ale za to następnego dnia, gdy miałam wolne, robiła to bardzo często. Domagała się wręcz tej piersi, denerwowała się i złościła, często gęsto bywało tak też poza domem. I już wtedy pomyślałam sobie, że być może to już pora? A co, jeśli potem będzie jeszcze trudniej? Bo przecież jeść, to ona już niewiele jadła... bardziej chodziło jej o zaspokojenie pragnienia oraz o bliskość... Wiele o tym myślałam, zastanawiałam się, jak to zrobić... ale najwidoczniej niepotrzebnie. Po prostu zaczęłam Olę zajmować czymś na okrągło, ona wręcz chyba zapomniała o piersi. W nocy ładnie śpi, budzi się raz, żeby się napić już od dłuższego czasu, więc dostaje herbatkę albo sok... A po kąpieli dostaje MM. Za jakiś czas będę chciała powoli odchodzić od karmienia MM i przejść na kolacje przed kąpielą... ale póki co z Oli zrobił się niejadek, jest wybredna i z jedzeniem ostatnimi czasy jest u nas na bakier.

Mimo wszystko baaaardzo będzie brakowało mi tych chwil. Były wspaniałe, jedyne i nigdy już się nie powtórzą, będę je wspominać z ogromną przyjemnością... :) To wszystko uzmysłowiło mi, jaką dużą i zaradną mam już dziewczynkę w domu :)

niedziela, 20 marca 2016

Powrót do pracy nr 2 :)

Do urodzin Oli postanowiłam nie zaprzątać sobie głowy żadną pracą. Tak też uczyniłam. Po wszystkich odprawionych roczkach postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i wykonałam jeden telefon.

Dyrektorka: No tam Kasiulku? :)
Ja: Pani Asiu nie potrzebujecie pielęgniarki na pełny etat?
D: Potrzebujemy, przychodź!
Ja: Tak? :) :) :)
D: Tak, a od kiedy byś chciała zacząć?
Ja: Od marca.
D: Ojeeej nie wiem czy od marca się uda, bo trzeba badania zrobić, itd. ale przyjdź, porozmawiamy, chcemy Cię zobaczyć.
Ja: Dobrze, kiedy? Może być jutro?
D: A dzisiaj?
Ja: Ok, może być dziś.
D: Super, to do zobaczenia.
Ja: Do widzenia.

Tak więc pojechałam na spotkanie, powiedziałam co i jak, czego oczekuję, ile chciałabym zarabiać, jak zmianowo chciałabym pracować... moje prośby zostały przyjęte, pozostało mi tylko czekać na decyzję z góry, która i tak była oczywista, no ale... :)

Dostałam umowę od razu na rok, na pełny etat i zaczęłam pracę od 10 marca :) Bardzo się cieszę, że wróciłam na stare śmieci do przychodni. Znam dyrekcję, znam obowiązki, specyfikę pracy, niektóre dziewczyny, bo jest też dużo nowych, więc było mi łatwo odnaleźć się po tak długim czasie. Dyrekcja bardzo się ucieszyła, że chcę do nich wrócić, starają się dobierać dobry zespół, chętnie ze sobą współpracujący i muszę przyznać, że udaje im się to, bo dziewczyny są naprawdę świetne.

Do pracy idę z uśmiechem, chętnie wstaję, mimo że pobudki są nawet i o 5. Nie myślę w sposób by wstać, odbębnić swoją pracę i wrócić do domu. Ta praca sprawia mi przyjemność, mam kontakt z pacjentami, którzy owszem czasem wkurzają niemiłosiernie, ale są też dni, kiedy wychwalają... człowiek dostaje wtedy skrzydeł i ma ochotę odlecieć aż do nieba... i dzięki właśnie takim chwilom wiem, że jestem na właściwym miejscu, że spełniam się zawodowo i chce mi się góry przenosić :)

wtorek, 1 marca 2016

Imprezowy luty :)

Luty był dla nas naprawdę bardzo intensywny i imprezowy! Najpierw wspólnie organizowane przyjęcie z dwoma koleżankami z okazji roczku naszych dziewczynek dla sąsiadek, drugie dla warszawskich mamusiek lutowych z forum mjakmama24 (skumplowałyśmy się i zżyłyśmy, tworząc świetną paczkę, spotykamy się razem z dzieciakami, a także robimy babskie wypady na wspólne śniadania, obiadokolacje, teraz planujemy wypad do kina na Dzień Kobiet) i wreszcie ostatnie przyjęcie, które odbyło się w niedzielę, dla rodziny i chrzestnych.

Wszystkie były bardzo udane! Oli dopisywał humorek, śmiała się i cieszyła z prezentów. Panowała miła atmosfera, wszystkim smakowało jedzonko, torty, babeczki i inne smakołyki, co niezmiernie mnie ucieszyło. Goście również byli bardzo zadowoleni. Mój już mały roczniak zarażał uśmiechem na prawo i lewo. No rozbrajająca jest, kocham ją najmocniej na świecie! :)

Jesteśmy właśnie po bilansie roczkowym. Z racji, że przesuwamy szczepienie MMR na okres letni, doktor prosił żeby pokazać się z Olą po roczku. Waży 9500g, ma 74cm wzrostu, jest prawdziwym okazem zdrowia. Śmiać mi się chciało bo doktor po badaniu mówił, że teraz będzie robić to, i to... i tak wymieniał, a my za każdym razem, że już to robi hehehe :) Wszędzie jej dosłownie pełno. To taki mały, ruchliwy, kochany owsik! :)

poniedziałek, 22 lutego 2016

Rok temu o tej porze...

... leżałam wygodnie w wannie pełnej ciepłej wody i cierpliwie czekałam na to, co przyniosą mi kolejne godziny. Dobry nastrój towarzyszył mi nieustannie, a gaz rozweselający jeszcze bardziej go potęgował. Kilka godzin później już nie było mi aż tak bardzo do śmiechu, kiedy skacząc na piłce i  o mało nie wgniatając jej w ziemię odczuwałam coraz to silniejsze skurcze. Myślałam, że jestem twarda, że uda mi się urodzić bez znieczulenia, jakże się pomyliłam. I przyszedł przemiły pan anestezjolog i zaaplikował mi magiczne znieczulenie podpajęczynówkowe i w mig cały ból ustąpił. I tak leżałam na łóżku porodowym, i tak rozmyślałam z mężem, i tak nie mogliśmy doczekać się już tej małej dziewczynki, i tak wiedzieliśmy, że to już tuż tuż, że za chwileczkę, za moment ona będzie już z nami. 

Minęła godzina, potem jeszcze 20 minut i na świat przyszło moje najmniejsze i zarazem największe Szczęście, wymarzone, ukochane. Przytuliłam ją w swoje ramiona, taką malutką, cieplutką i bezbronną i wiedziałam, że teraz już wszystko będzie inne, wiedziałam, że od tamtej chwili moje życie wreszcie zyskało sens.

To był najcudowniejszy rok mojego życia. Każdy miesiąc był dla mnie wyjątkowy, niepowtarzalny, każdy chciałabym bez wyjątku jeszcze raz powtórzyć. Każdy etap rozwoju Oli przeżyć jeszcze raz. Od maleńkiego, leżącego noworodka, pełzającego, raczkującego i ciekawego świata niemowlaka, aż po rozumną i twardo stąpającą po ziemi na własnych nóżkach, charakterną dziewczynkę :)

Oleńka niesamowicie zmieniła się przez ten rok. Zarówno w wyglądzie, jak i w charakterze, a nie mówiąc już o umiejętnościach. Nie jest chyba nowością, że od pewnego czasu nieustannie zaskakuje nas czymś nowym. Daje nam mnóstwo radości, uwielbiam o niej opowiadać i przytaczać śmieszne sytuacje z nią, w roli głównej. Jest taka kochana i niesamowicie zabawna.

Do końca życia będę dziękować Bogu, że stworzył dla nas ten mały Cud i pozwolił nam się nim cieszyć, patrzeć i podziwiać jak rośnie i jak się rozwija. To naprawdę niesamowity dar od losu, doceniam go całą sobą ilekroć pomyślę ile przeszliśmy, by Ola pojawiła się na świecie, ile łez wylałam, bo ciągle nie udawało się... ale to już na szczęście za nami. Mamy już nasze małe Szczęście, będziemy ją kochać już do końca życia, ze wszystkich sił i zrobimy wszystko by jej życie było beztroskie i radosne :)

czwartek, 11 lutego 2016

Nie ma tego złego...

... co by na dobre nie wyszło. Wiadomość z wypowiedzeniem spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Byłam w szoku, niedowierzałam. Jak można tak traktować człowieka w ogóle? Przekonałam się na własnej skórze. Ja, która wiecznie myślała, że takie rzeczy nie dzieją się naprawdę, że to tylko na filmach, w opowiadaniach... a jednak.

Nie będę jednak płakać. Nie mam najmniejszego zamiaru. Wkurzyło mnie jedynie niesamowicie to, że zmarnowałam dwa tygodnie, które mogłam spędzić z Olą. Gdybym wiedziała, że taka sytuacja będzie miała miejsce, na pewno nie przyjęłabym tej pracy.

Póki co nie szukam nic, nie przeglądam, nie myślę. Daje sobie czas jeszcze tydzień/dwa. Nie chcę, żeby znowu stało się tak, że zdecyduję się na coś, a potem wypieprzą mnie na zbity pysk i ponownie zmarnuję kolejne dni, które mogłabym poświęcić Oli.

Jak wszystko ma plusy i minusy, tak samo i strata tej pracy. Poświęciłam się jeszcze bardziej mojej córce, by wykorzystać ten miesiąc maksymalnie, by wspólne chwile wydusić do końca, jak cytrynkę. Ola się ostatnio uspokoiła, nie marudzi już tak bardzo, jest wręcz kochana! Przed nami urodziny, duuuużo urodzin. Trzy imprezki (dla sąsiadek, dla warszawskich lutowych mam z forum, dla rodziny) wyprawiamy Oli, na 4 będziemy uczestniczyć jako goście. Może dobrze, że tak się stało, w końcu nic nie dzieje się bez przyczyny. Mogę przynajmniej na spokojnie, bez stresu zająć się organizacją roczku i cieszyć się do woli tymi ostatnimi dniami z córeczką :) A reszta? Jakoś się ułoży...

wtorek, 9 lutego 2016

Tup, tup, tuptuś mały :)

Ledwo pisałam, że Ola stawia kilka kroczków, a ona rozchodziła nam się na dobre ;)

Mam wrażenie, że odkąd zaczęła chodzić, stała się jakby mniej upierdliwa, mniej marudzi, tupta sobie po mieszkaniu, zajdzie gdzie zechce. Zaczęła już nawet sama przebywać w swoim pokoju, wchodzi sobie do łóżeczka, bawi się w nim, siada ze spuszczonymi nóżkami i ogląda książeczki, przytula misie, uwielbiam przyglądać się jej :)

Obecnie wracając ze spacerów, obowiązkowo musimy zahaczyć o plac zabaw. W końcu można napisać, że czynnie z niego korzystamy :)

I tak na nią zerkam i uwierzyć nie mogę, że dopiero co była takim malusim, bezbronnym okruszkiem, a tu za kilkanaście dni skończy roczek. Niesamowite!

A ja niestety ponownie zostałam bezrobotna :( To chyba było zbyt piękne, żeby miało być  prawdziwe. Jak można zwolnić kogoś  z dnia, na dzień pod hasłem, że zgłosiło się dużo chętnych i chce się ich wypróbować...? W takim razie po co mnie zatrudniali i dawali umowę? Spaliłam wszystkie mosty za sobą, gdzie miałam propozycje, powiedziałam, że nie skorzystam bo znalazłam prace, a tu taka podłość mnie spotkała... życie :(

sobota, 30 stycznia 2016

Mama wraca do pracy.

Gdyby ktoś powiedział mi kilka miesięcy temu, że wrócę do pracy i to w dodatku przed ukończeniem urlopu macierzyńskiego, to popukałabym w główkę i powiedziała, że chyba oszalał! :)

Nie wyobrażałam sobie powrotu do pracy. Nawet nie dopuszczałam tej myśli do głowy. Stwierdziłam, że zacznę o niej na dobre myśleć po Nowym Roku. Baaaa... ja przecież nawet nie miałam gdzie wracać, bo umowę miałam do końca marca i nie przedłużyli mi jej.

Jak postanowiłam, tak zrobiłam... Po Nowym Roku pojechałam do Szpitala zapytać, czy przyjmą mnie na nowo. Braków mają mnóstwo, co chwile jakaś dziewczyna idzie na zwolnienie ciążowe, na oddziale istny sajgon, noworodków całe mnóstwo, chcieli mnie od zaraz, ale się nie zgodziłam, powiedziałam, że mogę zacząć od marca.

Stało się jednak całkiem inaczej niż planowałam. Zupełnie przypadkiem trafiła mi się świetna oferta pracy i było by wielkim grzechem nie skorzystać z niej. Jedynym minusem było to, że też chcieli mnie przyjąć najlepiej od zaraz. Przemyślałam wszystkie za i przeciw i zdecydowałam, że warto skorzystać z tej oferty, bo potem taka może się już nie trafić.

Tak więc trzeba było wygrzebać stare mundurki z komórki, poprzymierzać, wyprać i przygotować się na powrót. Na szczęście żłobka, ani niani szukać dla Oli nie musiałam. Oleńka ma najlepszą nianię pod słońcem, czyli babcię :) Jestem bardzo szczęśliwa, że mogę zostawiać ją pod opieką mojej mamy. Wiem, że jest w najlepszych rękach, że krzywda jej się nie dzieje, że jest jej dobrze i mogę spokojnie pracować, nie zamartwiając się co chwilę.

Szkoda mi jednak jeszcze tego miesiąca, który mogłabym spędzić z Olą, nacieszyć się nią, ale z drugiej strony też cieszę się po części, że wróciłam do pracy, bo bywały dni, że miałam dość swojego dziecka. Mam wrażenie, że ktoś podmienił mi córkę jakiś czas temu. Modlę się, żeby to było przejściowe, bo jeśli nie, to słowo daję, oszaleję :) W pracy mogę oderwać się od codzienności, zresetować, pomyśleć i skupić się na czymś innym... a potem pędzić stęskniona do własnego dziecka, jeszcze bardziej doceniać wspólnie spędzone chwile, wtulić ją mocno w siebie i napawać się jej dziecięcym zapachem :)